Jak? Zlecając opinie już na etapie wyroku nakazowego które:
- dementują głupie teorie innych biegłych
- wskazują brak wyszkolenia różnych „aktywistów” którzy mieli reprezentować kierowców
- pomijają fakt że to GUM (a nie poszkodowani kierowcy) jest oryginalnym autorem dokumentów i „teorii” że urządzenia są cudowne, zawsze mierzą poprawnie i nie wymagają żadnych szkoleń.
- Czyli, brać pieniądze za dementowanie demagogii ludzi którzy (nieudolnie co prawda) próbowali dementować demagogie wychodzące z GUM o tym że urządzenia są cudowne i nie wymagają przeszkolonego operatora.
- I w ten sposób ZARABIAĆ na korupcji czy głupocie GUMu i lewych biegłych.
Czyli, zamiast zapłacić za wyrządzone szkody, za bezprawnie nałożone mandaty i koszty, bezprawnie zabrane prawa jazdy, państwo chce więcej kasy. Za dementowanie głupot GUMu i biegłych mają znowu płacić ludzie którzy idą do sądu. W końcu chłopstwo zrozumie że celem sądu w Polsce nie jest sprawiedliwość ale chronienie nomenklatur rządowych i surowe karanie za krnąbrność każdego kto domagał się od tych nomenklatur poszanowania zasad, w tym elementarnej matematyki.
Ale po kolei
Kierowca odmawia przyjęcia mandatu bo wie o tym że urządzenie którym został zmierzony prawdopodobnie nie zostało zalegalizowane poprawnie. Wie to m.in. od Stowarzyszenia które miało reprezentować kierowców a które się przechwala wszem i wobec że z powodu korupcji/niekompetencji GUMu wygrywają setki spraw. Sąd już na etapie wyroku nakazowego zleca biegłemu opinię, a biegły, nie mając nawet zielonego pojęcia co kwestionował kierowca i dlaczego nie przyjął mandatu sporządza naprawdę długą opinię (126 stron), w której „na wszelki wypadek” chyba dementuje wiele ciekawych rzeczy. W tym m.in.:
- Głupawe teorie tzw. odwrotnego kosinusa wynalezione przez pewnego biegłego z pomocą GUMu i lansowane przez książkę napisaną przez… specjalistów od prawa kanonicznego po KULu
- Demonstracje internetowe członków Stowarzyszenia kierowanego przez, znowu, tych samych specjalistów od prawa kanonicznego po KULu. Biegły wskazuje że osoba demonstrująca używanie lidaru nie ma zielonego pojęcia co robi, nie została przeszkolona we właściwym używaniu lidaru, a ich demonstracja która nie wyjaśnia o co chodzi jest kompletnie nierzetelna, itd., itp.
Biegły jednak kompletnie omija problem tego że to GUM nie miał zielonego pojęcia co robił kiedy legalizował te urządzenia i to oni wywołali te problemy a nie kierowcy kwestionujący mandaty w sądzie.
Oryginalny mandat wynosił 300 zł. W pierwszym dokumencie od sądu obwiniony kierowca, na dzień dobry, dostaje wyrok nakazowy. Grzywna jest podniesiona do 500 zł, a kierowca ma zapłacić teraz także honorarium biegłego w kwocie 4 632 zł plus opłata sądowa 50 zł, razem 5182 zł z groszami. Czyli, na dzień dobry ekstra kara prawie 5000 zł za samą „krnąbrność” nieprzyjęcia mandatu o kwocie 300 zł. Czy ktoś wie dlaczego ten kierowca ma płacić za dementowanie głupot GUMu, niekompetentnych biegłych, specjalistów od prawa kanonicznego którzy się lansowali na ekspertów od radarów i optoelektroniki, itd., itp.?
Tutaj jest dodatkowy element. W żadnym normalnym kraju, osoba która broni się przed zarzutami kryminalnymi nie jest i nigdy nie może być obciążana kosztami generowania dowodów oskarżenia. Przecież to powinno być oczywiste. Jeżeli dowody są niewystarczające aby na ich podstawie skazać, to państwo ma obowiązek na własny koszt te dowody uzupełnić. Co następne? Sąd w wyroku nakazowym będzie kazał zwracać koszt zakupu radiowozu na mocy teorii że gdyby nie ci przeklęci „piraci” to państwo nie musiałoby wydawać tych pieniędzy stąd to „pirat” (nawet jeszcze nie skazany za nic) ma płacić? Można się posunąć w tej zabawie dalej. Skazać „pirata” na jakąś średniowieczną torturę i kazać mu płacić za zakup urządzenia tortur? Albo od razu każdego niepokornego oskarżyć o zamordowanie kogoś i wysłać im żądanie aby zakupili maszynę do testów DNA jak chcą kwestionować zarzuty? Każdy ambitny prawnik który podjąłby się obalić ten chory proceder który ma miejsce tylko w Polsce na pewno zapisałby się w historii. Ale takiego nadal nie ma.
Tego typu koncepcje były lansowane w różnych mrocznych czasach świata i są przedmiotem fajnych czarnych komedii. Np. czarna komedia o tytule „Brasil” nawiązująca do utopijnego kraju legend a nie dzisiejszej Brazylii, pokazuje kraj który miał być najszczęśliwszy na świecie ale nie może spełnić obietnic z powodu „terrorystów” którzy nie tylko są niegrzeczni ale rujnują państwo kosztami ich aresztowań, przesłuchań, tortur i więzień. Na mocy teorii że państwo nie powinno dotować kryminalistów, przepchnęli sobie prawo na mocy którego każda aresztowana osoba musi wziąć wysoki kredyt aby zapłacić za aresztowanie, przesłuchiwania i tortury. I oczywiście, dostaje rady od policyjnego bankiera aby się jak najszybciej do czegoś przyznali aby nie stracić wszystkiego płacąc odsetki tych kredytów.
Cały film tutaj: https://www.cda.pl/video/235456826
Nie wypowiadałbym się więcej na ten temat, nie drążyłbym tematu bo mam już serdecznie dość całej tej zabawy ale byłem o to bardzo proszony przez obwinionego kierowcę, który jest bardzo zdeterminowany aby poruszyć niebo i ziemię aby te totalitarne procedery w końcu jakoś ukarać.
Skąd się wzięła alternatywna matematyka sądowa w Polsce
Te „odwrotne kosinusy”, i podobne kompletnie fałszywe wzory matematyczno fizyczne z pewną pomocą ze strony Głównego Urzędu Miar wynalazł pewien człowiek bez żadnego wykształcenia technicznego (nawet zawodówki), żadnego wyższego i żadnego doświadczenia zawodowego gdzie ktoś wymagałby od niego wykonania jakiś obliczeń inżynieryjnych. Jako sprzedawca antyradarów poznał polskiego dystrybutora radarów i kiedy w sądach pojawiły się problemy z pomiarami radarami ISKRA, tenże dystrybutor wylansował go na biegłego sądowego na mocy teorii że posiada on tajną „wiedzę specjalną” dotyczącą tych radarów i dlatego tylko jemu się wolno w sądach wypowiadać na ich temat. Ta „doktryna” jest lansowana do dziś. Czyli, np. jak ktoś się zatruje „tajną zupką” to tylko kumpel kucharza ma prawo wypowiadać się na temat tej zupki bo nikt inny (np. lekarz albo chemik) nie ma tej „tajnej wiedzy” bo ocena wiarygodności pomiarów czy przydatności zupki do spożycia jest sekretem handlowym producenta czy kucharza. Załóżmy że ktoś sprzedawałby np. wagę i twierdził że to jak poprawnie mierzyć tą wagą jest sekretem producenta. Kupiłby ktoś taką wagę? A jednak sędziowie którzy mianowali tego człowieka na biegłego tą teorię kupili.
Konfrontowałem tego biegłego bezpłatnie na wyraźną prośbę Prezesa Stowarzyszenia Prawo na Drodze. On i kierowcy poszkodowani przez tego biegłego zobowiązali się domagać ścigania tego biegłego karnie i cywilnie. Wielu kierowców to próbowało. W odpowiedzi na to biegły składał na mnie paszkwile w sądach a nawet u autora książki szkoleniowej policji którą przetłumaczyłem i wydałem, oskarżając mnie że morduję policjantów tą książką i że książka jest błędna bo… nie uznaje jego teorii „odwrotnego kosinusa”. Polski biegły bez żadnego wykształcenia technicznego wie jak działa lidar ale nie wiedzą tego wynalazcy i producenci lidaru oraz eksperci na cały świecie którzy wielokrotnie to sprawdzali. Tak, to ma sens. Ta teoria „odwrotnego kosinusa” pojawiła się w setkach opinii sądowych, także w tych gdzie ja byłem imiennie pomawiany jako osoba z „dyskalkulią” czy innymi chorobami psychicznymi które uniemożliwiają mi zrozumienie tej błyskotliwej teorii którą tylko jeden polski biegły jest w stanie zrozumieć, pewnie dlatego że nie zgrzeszył żadną edukacją techniczną albo doświadczeniem inżyniera-projektanta:
Ministerstwo Sprawiedliwości, Komendant Główny, Główny Urząd Miar, zostali o tym poinformowani ale nie zrobili nic. A teraz za dementowanie teorii „odwrotnego kosinusa” mają słono płacić poszkodowani kierowcy, bo inni biegli teraz „na wszelki wypadek” dementują te teorie:
Dyskusja błędu kosinusa zawiera kilka stron obliczeń. Po co? Czy obwiniony kierowca podniósł te kwestie? Nie miał na to nawet szansy. Czy obwiniony kierowca lansował te teorie „odwrotnego kosinusa” czy też ten niezbyt kompetentny moim zdaniem biegły? Dlaczego niekompetentnego biegłego do dziś nie ukarano a za dementowanie jego bzdur mają płacić kierowcy którzy idą do sądu? Jak do tego doszło wyjaśnię później.
Dementowanie błędu ślizgu
Kolejna prominentna część opinii omawia eksperymenty wykonane przez znanego członka Stowarzyszenia Prawo na Drodze, kierowanego przez ludzi wywodzących się z KUL, które są, zgodnie z prawdą, prezentowane jako celowa i nieudolna manipulacja:
Osoba wykonująca tą demonstrację nie próbuje wykonywać pomiaru w sytuacji gdzie niekompetentny policjant mógłby wykonać błędne pomiary. Tak, nierzetelny policjant mógłby coś takiego zrobić z urządzeniem nie posiadającym kamery, ale właśnie dlatego policja, po ujawnieniu tych problemów nie kupuje więcej urządzeń bez kamery, a Komendant Główny wydał wiążące prawnie Zarządzenie które wymaga od policjantów że zawsze sporządzają wideo jako dowód pomiaru każdym urządzeniem które jest do tego przystosowane.
Błąd ślizgu jest jak najbardziej realny i w wielu sytuacjach, policjant, zwłaszcza niezbyt dobrze wyszkolony, będzie mierzył błędnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy, zwłaszcza kiedy mierzy z dużej odległości pojazd zjeżdżający z wzniesienia na przykład. Gdyby ci rzecznicy kierowców zrobili taką samą demonstrację w takiej sytuacji, nikt by się nie mógł do tego przyczepić a sądy nie mogłyby nawet próbować obciążać kierowców kosztami dementowania tych głupot.
Dlaczego – bo to dzisiaj są, dzięki wysiłkom inżynierów na całym świecie, przyjęte fakty na temat tych urządzeń. Przyznaje to nawet producent w instrukcji obsługi. Więc, jeżeli się te rzeczy robi kompetentnie, nikt się nie może przyczepić i obciążać kosztami kierowców którzy nawet nie wiedzą o co chodzi i dlaczego oni mają za to płacić.
Jak doszło do tego że sądy wpadły na taki pomysł
Mogę się tylko domyślać. Wszystko wskazuje na to że jest to chyba wynik prawdopodobnego układu korupcyjnego zawartego między niekompetentnym biegłym a Stowarzyszeniem które oryginalnie prosiło mnie o jego konfrontowanie. Kiedy przyszło co do czego, Prezes Stowarzyszenia odmówił podpisania się pod skargą na tego biegłego, twierdząc że… są gorsi biegli. Potem oskarżył mnie publicznie o to że jestem „psychopatą” który z jakiś powodów osobistych (nie powiedział jakich), uwziął się na najlepszego biegłego w Polsce. Ten sam prezes Stowarzyszenia zaprotestował poprawienie błędnej dokumentacji GUM jako rzekomy przedstawiciel kierowców. Nikt nie rozumiał dlaczego.
Wyjaśnieniem może być fakt że nagle ten sam biegły zaczął pisać bardzo korzystne opinie dla osób związanych ze Stowarzyszeniem, w tym jego Prezesa w jego własnych sprawach o wykroczenie. Nagle się okazuje że jeżeli za kierownicą siedzi ksiądz profesor albo jego klienci, to żaden lidar się absolutnie do niczego nie nadaje, nawet przy pomiarach z odległości rzędu 100-200m a policjanci je używające… prawdopodobnie popełniają przestępstwa.
Ten sam biegły wcześniej w setkach opinii pisał że pomiar lidarem, nawet np. motocykla zjeżdżającego ze wzniesienia w odległości 700 m od operatora jest poprawny.
Więc nasze rządowe autorytety miały problem. Niekompetentnego biegłego się „nie da” ukarać bo trzeba byłoby płacić odszkodowania. Księdza w Polsce też się „nie da” za nic ukarać no chyba że Papież Franciszek rozkaże, tak jak to w końcu zrobił w przypadkach zboczeńców seksualnych gwałcących dzieci. Witamy w Polsce.
Skoro „problem” się rozniósł, a ksiądz profesor i jego koledzy się chwalą wszem i wobec ile to spraw w ten sposób wygrali, kierowcy próbują teraz powoływać tego samego biegłego aby dostawać taką samą opinię jaką napisał dla księdza i jego kolegów. Co zrobić? Jak sobie odbić „straty” powodowane przez opinie biegłego teraz chyba współpracującego z księdzem profesorem? Ano wyżyć się na frajerach którzy nie wiedzą nawet o co chodzi. Powołać innego biegłego już na etapie wyroku nakazowego, w ten sposób uniemożliwiając powołanie biegłego który pisze opinie uniewinniające. Proste.
Aby nie było nieporozumień – zawsze twierdziłem i nadal twierdzę że CAŁOŚĆ dokumentacji GUMu trzeba natychmiast poprawić. Więc w żadnym wypadku nie kwestionuję części opinii pisanych dla księdza i przyjaciół która twierdzi że GUM nie miał zielonego pojęcia kiedy wprowadzał urządzenia do użytku. Robiłem to od wielu lat, na długo przed tym kiedy „odkrył” to biegły teraz współpracujący z księdzem profesorem i to ZANIM policja kupiła tysiące tych urządzeń. Byłem pierwszą osobą z zewnątrz która uzyskała, po wielu wysiłkach, dostęp do dokumentacji GUM. Formalnie żądałem od GUM poprawienia dokumentacji, zawiadomiłem także o tym prokuraturę. Dokumentacji nie poprawiono, m.in. dlatego że… zaprotestował to ten sam ksiądz profesor. Teraz każdy niech wyciągnie sam wnioski po co to zrobił. I tak państwo robi w konia kierowców za to że pan ksiądz profesor próbował zrobić w konia państwo. Kowal zawinił a Cygana powiesili. Całą armię Cyganów będą wieszać zgodnie z od-wiekowymi tradycjami polskiego średniowiecznego folwarku.






