Wiele osób jeszcze tego nie przyjęło do wiadomości, ale władza kleru uzyskana w Polsce po 1989 roku z pomocą Wojtyły lansowanego na bożka de facto doprowadziła do zapaści naukowo technicznej, cofnięciu się w tym zakresie do czasów przed-kopernikańskich. Teologia stała się królową nauk w Polsce i zastąpiła w tym matematykę.
W ramach tej koncepcji np. wypromowano różne publikacje KUL i podobnych uczelni na ważniejsze od prestiżowych światowych publikacji typu amerykańskie czasopismo „Science” założone w 1880 roku przez Tomasza Edisona. Każdy naukowiec na świecie marzy o tym aby tam opublikowano jego artykuł bo to jest osiągnięcie podobne do wygrania nagrody Nobla. Skutki prestiżowe i finansowe są takie same. Każdy naukowiec opublikowany w Science staje się gwiazdą nauki o której wszyscy będą wiedzieć nawet po jego śmierci. Cytat z wiki:
Charakterystyczną cechą pisma są wysokie kryteria doboru tematów, które powodują, że współautorstwo niewielkiego artykułu w „Science” jest w świecie naukowym znacznie wyżej cenione niż samodzielne autorstwo dużego artykułu w większości czasopism naukowych na świecie. Prace zgłaszane do publikacji są poddawane ocenie niezależnych recenzentów (tzw. peer review)[1]
No a skoro niewielu polskich naukowców, zwłaszcza w dziedzinie teologii (która nauką nie jest w żadnym NORMALNYM kraju) nie było w stanie się tam opublikować, różni tzw. „naukowcy” wywodzący się z KULu doprowadzili, poprzez dekret, do tego że publikacje KUL liczą się bardziej w Polsce do dorobku naukowego niż bycie opublikowanym w Science. Po co przez 30 lat męczyć się nad jakimś problemem fizyki, chemii, biologii czy matematyki skoro zamiast tego można napisać 4 stronicowy esej na temat złotych myśli Jana Pawła II a skutki prestiżowo-finansowe w Polsce będą dokładnie takie same.
W ramach tej polskiej doktryny teologii będącej królową nauk elektrownię pod Ostrołęką budował… katecheta z pomocą kolejarza i hodowcy kaczek. Poszło na to miliardy a na końcu po prostu trzeba było to dzieło wysadzić w powietrze. Podobnie, budowę elektrowni jądrowych nadzorował pewien specjalista od prawa i teologii wywodzący się z KUL. Więc trzeba stanowczo powiedzieć – to że ktoś miał bliskie spotkania z księdzem na plebanii nie oznacza że stał się ekspertem od technik jądrowych. Niby oczywista oczywistość a trzeba to na okrągło tłumaczyć.
No ale fizyka jądrowa czy kwantowa to skomplikowane tematy i większość polskich owieczek kościoła nie będzie w stanie ich zrozumieć. Dlatego wyjaśnię o co chodzi na podstawie prozaicznego problemu księdza jeżdżącego na rowerze w sutannie. Jest to wdzięczny temat bo był badany zarówno we Włoszech jak i w Polsce. Kontrast jest oszałamiający pomimo tego że Włochy (zwłaszcza południowe) nie całkiem są uważane za światowe gwiazdy nauki i techniki. We Włoszech zrobili serial „Don Mateo” w którym ksiądz jeździł w sutannie na rowerze i także zrobiono to w Polsce gdzie „Ojciec Mateusz” jeździł w sutannie na rowerze. Porównamy jak się zabrano do tematu we Włoszech i w Polsce
1. Rowerowe światełko
Don Mateo ma światełko na rowerze a Ojciec Mateusz światełka nie ma. Światełko na rowerze jest wymagane prawem jak się jeździ na rowerze po zmroku. Ja wiem oczywiście że w Polsce na wsi policja nigdy nie da księdzu mandatu nawet jakby jechał nago i z ministrantem w kroczu. No ale światełko roweru nie jest pustym biurokratycznym wymaganiem. Służy potrzebom bezpieczeństwa aby ksiądz widział gdzie jedzie i aby jego widzieli że jedzie i go nie rozjechali. Jak się nie ma światełka to można wjechać w dziurę albo jakąś przeszkodę a potem będzie płacz. Np. parę lat temu ktoś w ramach jakiegoś rytuału zostawił kibelek na środku drogi. Drogą jechał ksiądz, nie zauważył kibelka aż do ostatniej chwili a potem gwałtownie skręcił i rąbnął w drzewo. I się zabił. A jakby miał właściwie ustawione światełka to by kibelek widział z daleka. I po co to było???
2. Narzędzia
Don Mateo ma saszetkę z narzędziami zawieszoną na siodełku. Ojciec Mateusz saszetki nie ma. Narzędzia są ważne bo na rowerze się często coś luzuje. Jak się nie ma narzędzi to trzeba nieść rower na plecach albo co gorsza jechać na niesprawnym rowerze, bez hamulców, z poluzowaną kierownicą albo siodełkiem albo co chwilę spadającym łańcuchem.
3. Pompka
Don Mateo ma pompkę a Ojciec Mateusz pompki nie ma. Co więcej, pompka Don Mateo to pompka do roweru a nie do penisa. O pompkach do penisa dowiedziałem się w USA bo był tam na Florydzie sędzia który miał taką aby walczyć z nudą podczas długich rozpraw. W końcu go złapali kiedy przesłuchiwanie świadka w sprawie o morderstwo było zakłócane głośnymi odgłosami ssania dochodzącymi spod togi. Pompka rowerowa jest ważna bo można nią naprawić częsty problem spadku ciśnienia w oponach a nawet naprawić przebitą oponę jeżeli w saszetce na narzędzia jest malutki zestaw z klejem.
4. Osłona szprych
Don Mateo ma osłonę szprych z tyły roweru, Ojciec Mateusz osłony nie ma. To nie jest nowy patent. Był wynaleziony z konieczności bo… kościół nie pozwalał kobietom chodzić ani jeździć na rowerze w spodniach albo samych rajtuzach. Kiedy kobieta jechała w spódnicy na rowerze to ta spódnica często wpadała w szprychy co się kończyło groźnym upadkiem. Kiedy wsadzali księdza w sutannie na rower we Włoszech to o tym pamiętali. W Polsce o tym nie pamiętali bo produkcję serialu wyraźnie nadzorował specjalista od prawa kanonicznego i po prostu kupili księdzu rower w Tesco za 300 zł a resztę zapewne wydali na używki i orgie.
5. Osłona łańcucha
Don Mateo ma pełną osłonę łańcucha, Ojciec Mateusz osłony nie ma. Ten sam problem co powyżej, odkryty dawno, dawno temu kiedy kobiety w spódnicach próbowały jeździć na rowerze. Spódnica czy sutanna plątała się w łańcuch, obwijała dookoła zębatki a jeździec nurkował głową w asfalt.
6. Osłona zębatek
Don Mateo ma pełne osłony zębatek, z przodu i z tyłu, Ojciec Mateusz osłon nie ma. Ten mały krążek na zębatce Ojca Mateusza pozwala uniknąć tylko małej części ryzyka związanego z jeżdżeniem na rowerze w sukience/sutannie a nawet długich spodniach. Dlatego jak się jeździło na rowerze w spodniach to częstą pomocą był spinacz do bielizny którym się spinało spodnie u dołu aby nie wpadały pod łańcuch i na zębatkę. Nowszym rozwiązaniem są obcisłe spodnie ze spandexu które nie mają luźnych części. Minusem tego rozwiązania jest to że niektórym, nie tylko w Polsce, spandex się kojarzy z rajtuzami i wzmacnia kontrowersje dotyczące związków cyklizmu-aktywizmu z homoseksualizmem. No ale w sumie ksiądz na wsi w spandexie to byłoby coś!
I to wszystko powinno być dowodem wyższości Polski w której w telewizji występował Adam Słodowy nad Polską w której w telewizji występuje Rydzyk.
Dlaczego interesuję się tematem?
Można powiedzieć że to nie ja interesuję się tematem ale temat interesuje się mną. Mam ciekawą sprawę w sądzie gdzie jestem oskarżany (już po raz czwarty) o to że rzekomo „zabraniam” pewnemu księdzu „interesowania się radarami”. To temat na książkę którą zamierzam napisać o tytule „Prawo na wschód od Wąchocka” przy której „Proces” Kafki będzie brzmiał jak opis racjonalnego systemu sądownictwa. Tutaj tylko wskażę że zupełnie nie zabraniam księdzu ani komukolwiek innemu interesowaniem się czymkolwiek – rowerami czy radarami. Problem wziął się stąd że księżulek i jego świta nie przeczytali nawet rozdziału w encyklopedii dla dzieci nt. tego co to radar czy lidar czy sonar, łazili ze swoimi mądrościami do telewizji, ludzie z mądrościami szli do sądu, przegrywali, skarżyli się do księdza a ten twierdził że przecież on się nie zna na radarach i wysyłał ludzi do mnie i innych inżynierów a ci interpretowali to w ten sposób że to niby my wymyślaliśmy głupoty księdza i jego świty a nie on i jego świta. 😉 Powiedzieliśmy księżulkowi aby nas nie obwiniał za głupoty które wymyślał a on się wielce obraził.
Aby nie być gołosłownym – fragment książki napisanej na ten temat przez tych ludzi a wydanej przez… KUL oczywiście:
I tak dowiedzieliście się że radar się nadaje do użytku na łodzi podwodnej ale zupełnie nie nadaje się do pomiaru prędkości pojazdów na drodze.
Użyto zdjęcia z wiki: Adamlazer, CC BY-SA 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0, via Wikimedia Commons


