4 maja czyli dzień kiedy polscy bohaterzy skopali tyłek papieżowi

Po tym jak Polacy pokonali Krzyżaków pod Grunwaldem, kościół próbował wykląć Polskę za herezję zniszczenia swoich świętych wojowników i posługiwania się w tym celu poganami. Zagadnienie to było podniesione podczas Soboru w Konstancji w 1418 roku. I pewnie by im się to udało gdyby nie… polityka. W tym czasie było kilku papieży i kandydatów wyklinających się nawzajem. Kościół przegrał wojskowo i dalsze antagonizowanie Polski mogłoby tylko doprowadzić do wyrżnięcia kościelnych fanatyków po tym jak ich zbrojne ramię, Zakon Krzyżacki, zostało już zniszczone.

Jan Falkenberg, Niemiec pochodzący z Gdańska, przebywający w krakowskim klasztorze Św. Trójcy krakowski teolog – dominikanin, działający w interesie Krzyżaków wykładowca Akademii Krakowskiej, przekazał uczestnikom swoje dziełko Tractatus doctoris cuiusdam de Prutenis contra Polonos et paganos de potestate papae et imperatoris respectu infidelium (Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły). Oskarżał w nim Polskę o „nikczemne przestępstwo” korzystania ze wsparcia wojskowego pogan w wojnie prowadzonej z Zakonem. Argumentował, że wolno zabijać pogan tylko dlatego, że są poganami – natomiast Polaków tym bardziej, bo z poganami się sprzymierzają. Według Falkenberga Polacy powinni być eksterminowani, pozbawieni suwerenności i sprowadzeni do roli niewolników. Próby uzyskania oficjalnego potępienia broszury ponawiane były aż do końca soboru.

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego niby tą kwestię podczas soboru w Konstancji wygrał i sobór potępił idee Falkenberga, ale nowy papież Marcin V i tak próbował udawać że było inaczej.

Marcin V unieważnił korzystne dla Polski bulle Jana XXIII i potwierdził zakonowi krzyżackiemu wszystkie poprzednio uzyskane przywileje (również te fałszywe).

Polacy rozwiązali problem… po słowiańsku

Najechali pałac papieża, wyłamując bramę, i grożąc że będą walczyć gębą i ręką (znaczy się spuszczą mu wpierdol) jak dalej będzie Polaków obrażał, wyklinał i atakował.

4 maja 1418 niewpuszczeni do pałacu papieskiego Polacy dostali się do niego siłą, wyłamując bramę. 9 maja Zawisza Czarny z Garbowa i Janusz z Tuliszkowa w obecności papieża oświadczyli, że czci króla polskiego będą bronić „gębą i ręką” i uzyskali od Marcina V potępienie traktatu Falkenberga. Na oficjalną bullę papieską trzeba było jednak czekać do 10 stycznia 1424. 13 maja komisja trzech kardynałów, wyznaczonych przez papieża, wydała ostatecznie orzeczenie w sprawie oszczerstw Falkenberga. Jego pismo zostało potępione i, zgodnie z wcześniejszym werdyktem soborowej komisji wiary, uznane za błędne, gorszące, podburzające, okrutne, krzywdzące i bezwstydne. Inkryminowany traktat miał zostać haniebnie zniszczony, to jest podarty i podeptany, pod groźbą klątwy nie wolno go było pochwalać, bronić, ani nawet podtrzymywać. Marcin V wystawił bullę nadającą Władysławowi Jagielle i Witoldowi uprawnienia wikariuszy apostolskich na wschód Europy.[4]

Źródło – wikipedia

Czy 4 maja powinno być świętem państwowym?

W sumie to się chyba bardziej nadaje na to niż 3 maja. Między innymi dlatego że Konstytucja 3 maja została obalona przez kościół działający ręką Carycy Katarzyny, zboczonej niemieckiej księżniczki która stała się władcą Rosji wojując dupskiem i trucizną. Po co świętujemy klęskę? 4 maja był natomiast wielkim sukcesem. Dzięki akcji Zawiszy Czarnego i Janusza z Teliszkowa Polska uniknęła większości mroków średniowiecza, potem krwawych rzezi towarzyszących powstaniu protestantyzmu. Niestety, z czasem to obróciło się przeciwko nam bo w Polsce kościół nadal miał formalną władzę polityczną, skoligacił się z magnatami którzy byli tylko zainteresowani władzą dla siebie i w ten sposób doprowadził do upadku Polski.

To że kościół świętuje 3 maja jako swoje święto przymierza Polski z kościołem jest chamską próbą oszustwa, fałszowaniem historii. Kościół doprowadził do rozbiorów Polski aby uniemożliwić zakończenie kościelnego feudalizmu. Co więcej, wielu elementom związanym z kościołem marzy się powrót do takiego średniowiecza którego w Polsce na szczęście nigdy nie było. To trochę tak jakby ktoś chciał wskrzeszać dinozaury i uczynić z nich rządzącą arystokrację. To nie ma szansy bytu ale może doprowadzić do krwawej wojny religijnej w Polsce jeżeli wariaci w szeregach kościoła i ich polityczne marionetki nie zostaną powstrzymani.

Opublikowano w Fanatyzm religijny, Kościół, Polityka i oznaczono , , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz