Dlaczego rząd nie zamknie kościołów?

Mamy “pandemię”, mamy panikę. Wszystko zamykane. Wszystko poza kościołami. Niby powinno być na odwrót. Ktoś słyszał aby np. jakiś sklep budowlany był masowym ogniskiem pandemii? Że szukano wszystkich klientów? Albo jakiś basen? Z kościołami było tak wiele razy. Ale to baseny i sklepy budowlane są zamykane a nie kościoły.

Jeżeli ktoś myśli że chodzi o kasę to ma rację. Ale przecież fryzjerki czy sklepikarze też mają problem z kasą. I to większy. Kościoły nie muszą płacić za wynajem nieruchomości, nie spłacają (w większości) masowych kredytów. Więc o co chodzi? A o to kto jest ważniejszy w tym naszym burdeliku. Fryzjerki czy sklepikarze nie mają… autonomii w naszym kochanym piekiełku i mają… zerową władzę polityczną.

Tu kłania się czytanie tych wszystkich naszych pseudo ustaw które mamy w tym naszym piekiełku ale ludzie tego nie robią. I w tym jest główny problem. Ludzie za bardzo wierzą tej drugiej kategorii naszych kapłano-szamanów – prawnikom, zamiast czasami samemu poczytać ustawy.

Oto co mówi ustawa z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej:

Art. 2. Kościół rządzi się w swych sprawach własnym prawem, swobodnie wykonuje władzę duchowną i jurysdykcyjną oraz zarządza swoimi sprawami.

Ale, ale… Czy walczenie ze skutkami pandemii to naprawdę jurysdykcja kościoła? Tak, jeżeli ktoś chce ingerować w to co się dzieje w… kościele, zwłaszcza w ramach obrządków religijnych. A jest tak bo… kościół ma pełną władzę jurysdykcyjną w „swoich sprawach”.

Art. 15.

1. Organizowanie kultu publicznego i jego sprawowanie podlega władzy kościelnej.

2. Publiczne sprawowanie kultu nie wymaga zawiadomienia, jeżeli odbywa się:

1) w kościołach, kaplicach, budynkach kościelnych i na gruntach kościelnych oraz w innych pomieszczeniach służących katechizacji lub organizacjom kościelnym;

Skoro gwałty na dzieciach w zakrystii były „wewnętrzną sprawą kościoła” i żadna prokuratura ani sąd nie odważyli się tego zastopować do dnia kiedy Papież Franciszek rozkazał to zastopować, to biskupi i księża mogą sobie w ramach mszy robić co im się żywnie podoba, i rząd (nawet jakby nie był mianowany przez kościół) nie może zrobić nic tak długo jak to prawo obowiązuje. Teoretycznie, biskupi mogliby w kościele gotować „czarownice” w kotle i władza świecka nie miała by prawa „ingerować” w taki „obrządek religijny”. Rząd może tylko prosić biskupów aby łaskawie zgodzili się na zamknięcie kościołów, a ci się pewnie tylko zgodzą jeżeli dostaną odszkodowanie za wszystkie straty jakie ponieśli. Prawdopodobnie zażądana cena była zbyt wysoka i rząd nie mógł jej zapłacić, także dlatego że wtedy utworzyliby precedens płacenia innym.

Dlatego nawet ogłoszenie stanu wyjątkowego też nic nie dałoby w tym temacie bo… kościół ma pełną jurysdykcję. Czasami myślę że ten szatniarz z filmu „Miś” studiował prawo kanoniczne gdzieś na KULu: „Ja tu jestem kierownikiem tej szatni i co mi pan zrobisz?” Tak dokładnie działa prawo kanoniczne. Biskup jest totalitarnym władcą „swojej” szatni i mu władza świecka może „skoczyć” po tym jak daliśmy im pełną jurysdykcję.

Jak upadają państwa

Państwo to konstrukcja stworzona przez prawo które to państwo zdefiniowało. Prawo to algorytm państwa, jego… program. Jak program jest zdrowy to państwo funkcjonuje. Jak program jest pełen błędów (bugs/robali) to państwo pada kiedy staje przed jakimś poważnym zadaniem. A rozwiązywanie konfliktów pomiędzy częściami społeczeństwa to podstawowe zadanie państwa.

I tak, państwo które przyznaje autonomię regionom i grupom społecznym może funkcjonować i funkcjonuje tak długo jak różne autonomiczne części podlegają pod te same sądy. Jest konflikt między grupą A i B, to jest nadrzędny sąd do którego idą obie grupy. Dlatego federacje autonomicznych grup, jeżeli mają swoje oddzielne sądy to mają także sąd federalny który rozwiązuje problemy między autonomicznymi częściami. Jeżeli takiego sądu nie ma to państwo upada kiedy pojawia się konflikt – tak jak to było w przypadku Jugosławii na przykład.

Jurysdykcja kościoła w Polsce

Skoro kościół ma jurysdykcję i własne prawo to ma też własne sądy. Sądy biskupie. Jeżeli teraz pojawia się konflikt między jurysdykcją kościelną a państwową to który sąd konflikt rozwiązuje? Kościelny czy państwowy? Ano żaden. W tym celu została powołana „Komisja Wspólna”:

Art. 4.

1. Komisja Wspólna przedstawicieli Rządu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej 1) i Konferencji Episkopatu Polski, składająca się z ich upoważnionych przedstawicieli, w uzgodnionej liczbie na zasadzie parytetu, zwana dalej „Komisją Wspólną”, rozpatruje problemy związane z rozwojem stosunków między Państwem i Kościołem oraz sprawy interpretacji niniejszej ustawy i jej wykonywania.

A co jeżeli komisja nie jest w stanie dojść do porozumienia co do „interpretacji ustawy”? Kto decyduje? Ano nikt. Jest zamrożenie państwa, kompletny paraliż. Sytuacja gdzie wedle prawa w tym samym czasie obie strony mają rację. Pierwszy poważny konflikt o coś takiego może zmieść takie kulawe państwo bo nie ma żadnej instytucji która może rozstrzygnąć konflikt. Szach-i-mat. (Jak ktoś chce zobaczyć jak wyglądają głosowania komisji z parytetem, warto obejrzeć komedie na ten temat. Np. w filmie „Piraci z Karaibów: Na krańcu świata” zbiera się komisja piratów z parytetem. Każdy głosuje na siebie.)

Kto wymyślił coś tak głupiego?

Ten system jest tak głupi że aż… mądry, zważywszy kto go wymyślił. A kto go wymyślił?? Ano towarzysze z PZPR. Na ostatnim oddechu partii, kilka miesięcy przed wyprowadzeniem sztandaru to wymyślili a nowe elity państwowe i kościelne nie były na tyle mądre aby wiedzieć że jest to jest niemal idealny Koń Trojański – taka zabawna zemsta starych komuchów. Ustawa nie tylko dała kościołowi jurysdykcję nad swoimi sprawami ale także pełne prawo mieszania się do polityki.

Władcy kościoła dostali niemal absolutną władzę a absolutna władza robi co??? Korumpuje absolutnie. Tak zawsze było i będzie. Dlatego zdrowe państwo opiera się na nadzorze społeczeństwa nad elementami państwa a nie na jakiś tajnych komisjach gdzie różne „elity”, w ukryciu dzielą się korytem.

Jak widać, stare komuchy czytały literaturę klasyczną podczas gdy tym nowym elitom to nie grozi. Jak patrzę się na te wszystkie „cuda” które podostawały tytuły naukowe i profesorskie w tej „nowej” Polsce to mi się po prostu chce wymiotować. Większych bałwanów trudno znaleźć gdziekolwiek, w jakiejkolwiek epoce historycznej. Być może tak myślę dlatego że znałem paru komuchów i innych rebeliantów którzy walczyli na wielu frontach świata, w tym w Hiszpanii, gdzie konflikt państwa z kościołem (a nie jakiś komunizm) doprowadził do krwawej wojny domowej. Ludzie którzy się uczyli praw natury przez krwawy kombat wiedzą na ten temat troszkę więcej niż półgłupki które spędziły całe życie na podlizywaniu się chwilowo ważniejszym, podstawianiu świń konkurentom w akademii, plagiatowaniu pracy innych, itd.

Wtedy uważałem historie starych komuchów o walce z fanatykami religijnymi za bajdurzenie jakiś starych dziadów. Teraz widzę że mamy Zwierzęcy Folwark Orwella już dziś a jutro będziemy mieli wojnę domową taką jak w Hiszpanii, no chyba że znajdzie się racjonalna grupa społeczna która będzie potrafiła całą tą ustawę o relacjach państwa z kościołem wyrzucić do kosza. I tu nie chodzi o kochanie albo nienawidzenie religii czy kościoła. Chodzi o poszanowanie praw natury które budują, a których brak rujnuje.

Jeżeli będzie wystarczające zainteresowanie tematem to opiszę detale tego jak sojusz tronu z ołtarzem doprowadził do krwawej wojny domowej w Hiszpanii. Jesteśmy niemal w tej samej fazie „rozwoju” co Hiszpania na kilka lat przed wojną domową. Naprawdę zmierzamy tym torem a ja nie bardzo się rwę do walczenia dla jednej albo drugiej strony albo wysyłanie dzieci na taką wojnę.

Niestety, słuchając muzyki z tego okresu zaczynam wierzyć w reinkarnację. 😉

SquareAd_10fpsL

Opublikowano w Kościół, Polityka, Sądy i oznaczono , , , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz