Czy każde seminarium to harem biskupa?

Zabytkowy budynek szkoły, dawna Akademia Wojskowa Stanu Michigan (z wikipedii)

Kilka dni temu światowe media obiegła wiadomość dotycząca Zespołu Szkół w Orchard Lake, Michigan. Wedle zarzutów zawartych w pozwie w sądzie federalnym USA, Kanclerz tej instytucji pochodzący z Polski Ksiądz Mirosław Król dopuszczał się molestowania seksualnego a nawet gwałtów na seminarzystach i pracownikach.

Tak się składa że znam tą szkołę bo… jestem jej absolwentem i przez krótki czas pracowałem tam przy utrzymaniu systemu komputerowego szkoły. Nie, na szczęście nie byłem seminarzystą ani homoseksualistą. Byłem na tym kampusie bo to jest duży zespół szkół w którym seminarium jest stosunkowo najmniejszą częścią. To niejako główny ośrodek całej Polonii Amerykańskiej tzw. Środkowego Zachodu USA (Midwest USA). Zespół szkół mieści się w byłej Akademii Wojskowej Stanu Michigan, której teren i budynki zakupiła ponad wiek temu Polonia i od tego czasu hojnie wspiera działanie tych szkół.

Ja w dniu kiedy odebrałem dyplom licencjata

Największą częścią tego zespołu jest prywatna katolicka szkoła średnia (tzw. St. Mary’s Preparatory). Tu trzeba rozumieć że szkoły publiczne w USA są tak fatalne że każdy szanujący się rodzić chce wysłać swoje dzieci do jakiejś szkoły prywatnej, nawet jeżeli ich na to nie za bardzo stać. Dlatego tak wielu Polaków i nie-Polaków wysyła swoje dzieci do tej szkoły i dlatego hojnie ją wspierają. Np. patrząc się na ich obiekty sportowe, ta szkoła ma z tego powodu więcej pieniędzy niż niejeden duży uniwersytet w Polsce. Kampus jest położony w legendarnym miejscu, między trzema jeziorami. Wspaniałe miejsce i do nauki i do odpoczynku. Na wyspie jeziora Orchard Lake jest rzekomo pogrzebany ostatni indiański powstaniec, Szef Pontiac.

 

 

Duże znaczenie ma też nostalgia Polaków. Nie wiem czy ludzie w Polsce którzy nie mieszkali przez długi czas poza Polską są w stanie to zrozumieć, ale naprawdę po pewnym czasie doskwiera jakaś irracjonalna tęsknota za wszystkim co polskie. Dlatego Polonia tak chętnie wysyła swoje dzieci do polskich szkół, chce aby się uczyli polskiego, znali polską historię. Kościół chyba na tej nostalgii tylko bezczelnie żeruje co postaram się tutaj wytłumaczyć.

Mój pobyt w Orchard Lake

Ja tam trafiłem z powodu problemów w Polsce. Byłem studentem informatyki na AGH, chyba bardzo dobrym bo rok po roku otrzymywałem stypendium ministra. W czasie wakacji pracowałem jako przewodnik dla zagranicznych studentów i w ten sposób jeszcze przed wyjazdem z Polski nauczyłem się biegle j. angielskiego. Z tego powodu narobiłem sobie kłopotów bo część tych ludzi przyjechała do Polski aby się lansować na dziennikarzy, sprzedawać zdjęcia z manifestacji – mowa o końcu lat 80-tych, zdjęcia z bijatyk tłumów z ZOMO można było sprzedać za niezłe pieniądze. To odrębna historia ale streszczając ją, narobili mi kłopotów z SB, groziło mi wydalenie z uczelni i czuli się za to odpowiedzialni więc mi załatwili stypendium w USA.

Mój marsz po dyplom. W tle zabytkowe budynki szkoły.

Wtedy na tym kampusie funkcjonowała także prywatna uczelnia o nazwie St. Mary’s College, można tam było dostać licencjat z wielu rzeczy i to właśnie tam trafiłem. Nie mogę złego słowa powiedzieć o jakimkolwiek cywilnym pracowniku czy nauczycielu tej instytucji. Np. nauczycielka informatyki była absolwentką prestiżowego uniwersytetu Yale do którego chodziła m.in. połowa Prezydentów USA. Dlaczego chciała tam uczyć? Może dlatego że była z pochodzenia Polką, a może dlatego że chciała tam mieszkać aby wysłać dzieci do prywatnej szkoły. Mądra i wartościowa osoba. Podobnie drugi nauczyciel informatyki. Facet z wieloletnim doświadczeniem programisty w dużych bankach – o takich nauczycieli to raczej trudno w Polsce. Ja byłem zafascynowany że mogłem się od takich ludzi uczyć, oni że był ktoś to był na tyle zaawansowany aby chcieć zajść daleko poza normalny program. Pomogli mi się dostać na studia doktoranckie. Informatyka w Polsce wtedy była w powijakach, o takich nauczycielach Polacy wtedy mogli tylko marzyć, tak samo jak marzyć o dostępie do zaawansowanego minikomputera do którego ja się od razu dobrałem. Jedna z nauczycielek angielskiego pochodziła z Iranu, uciekła stamtąd przed represjami religijnymi. Znowu, bardzo mądra i interesująca osoba.

Podobnie z pracownikami szkoły. Kiedy zacząłem pracować przy obsłudze uczelnianego komputera, jeden z kierowników traktował mnie jako chłopca na posyłki, wysyłając mnie np. abym mu kupował drinki w sklepie. Ja w tym nie widziałem wtedy nic złego – ale amerykańscy pracownicy mocno opieprzyli w którymś momencie tego gościa a swojego szefa – za to że mnie tak traktował bo ja nie byłem lokajem tego gościa przecież. To od takich ludzi nauczyłem się pojęcia poszanowania godności swojej i innych ludzi i pozostanę im za to zawsze wdzięczny. Tego w Polsce ludziom brakuje – i właściwe postawy są często „odwrócone”. Np. ci którzy mają jakąś formalną przewagę nad innymi niemal zawsze jej nadużywają a potem są wielce zdziwieni kiedy trafią na kogoś kto im się postawi. W USA jest odwrotnie. Tam każdy się „stawia” w takiej sytuacji.

Ja podczas pracy przy komputerach szkoły. W tamtych czasach taki duży monitor kosztował więcej niż samochód. W Polsce wtedy to ludzie sobie mogli tylko o czymś takim marzyć, nawet na prestiżowych uczelniach technicznych.

A teraz omówimy kler i zakonnice

Śmiało można powiedzieć że problemy tej szkoły pochodzą od tego że jest tam kler i seminarzyści, z Polski. Czy są jakieś problemy z klerem czy zakonnicami urodzonymi w USA? Tak, ale są one o wiele mniej poważne. Jako przykład przytoczę tutaj historię którą mi opowiedzieli inni studenci nt. stołówki w tej uczelni. Otóż, kiedy uczelnia zaczęła się rozrastać, postanowili wybudować oddzielny budynek stołówki. Ktoś, pewnie ksiądz z Polski, wpadł na pomysł że skoro to jest uczelnia katolicka to można tam sprowadzić amerykańskie zakonnice i one będą pracować jako kucharki w kuchni. Więc kwatery mieszkalne zakonnic zbudowali nad kuchnią nowej stołówki. Ale nikt nie pomyślał że w USA wtedy stał się modny feminizm i że zakonnice też się nim zaraziły. Zakonnice się wprowadziły i oczywiście oznajmiły że pracować jako kucharki nie zamierzają. Ale na kampusie zostały – większość chyba jako darmozjady które nie robiły nic. A kto pracował w kuchni? Wynajęto do tego prywatną firmę która dostarcza usługi gastronomiczne np. we wszystkich więzieniach w USA – ARA Services/Aramark. To czy to co serwowali można nazwać jedzeniem to znowu temat na oddzielny artykuł.

Stołówka kampusu. Na dole kuchnie i jadalnie. Na górze kwatery zakonnic.

Z kilkunastu zakonnic które mieszkały nad tymi kuchniami chyba dwie pracowały jako nauczycielki, jedna jako bibliotekarka. Reszta trudniła się wyłącznie… zrzędzeniem o wszystko. A bo ktoś na chodniku za głośno rozmawia. A bo chłopak i dziewczyna trzymają się za ręce a dziewczyna ma za krótką spódniczkę. Jak ktoś chce zrozumieć co stworzyło psychikę amerykańskiej piosenkarki Madonny, uważanej przez wielu za pewnego rodzaju królowę rozpusty, to musi sobie uświadomić że została wychowana przez szkołę prowadzoną przez takie właśnie zakonnice, także w stanie Michigan. Skoro stołówka była także jedynym miejscem gdzie można było urządzać szkolne przyjęcia i zabawy taneczne, każda taka zabawa prowadziła do awantury z zakonnicami. Ich nie interesuje że kanclerz dał zezwolenie na zabawę taneczną do 2 w nocy. To jest ICH budynek i basta. Każda impreza musiała prowadzić do pyskówki z zakonnicami. Te dwie zakonnice które były nauczycielkami były normalne. Lubiły ludzi, lubiły czytać i miały jakąś pasję. Te pozostałe trudniły się chyba wyłącznie zrzędzeniem, sadomasochizmem i nieustannie szukały kogoś kto mógłby być bardziej nieszczęśliwy od nich a to takie łatwe nie było. Aż strach pomyśleć co się dzieje w zakonach zamkniętych gdzie nie mogą zrzędzić na studentów i nastolatków i cała ta energia musi pójść na kocie wojny, zwłaszcza kiedy zsynchronizują im się okresy.

Księża urodzeni w USA

W większości intelektualiści, humaniści. Wiadomo co ich rusza bo non-stop chcą rozmawiać o książkach. Raczej nigdy by nie wydali żadnych pieniędzy na prostytutki żeńskie albo gejowskie bo wydają fortuny na książki. Od razu widać to po ich biurach. Jeden taki ksiądz był nauczycielem literatury. Amerykańscy studenci zrobili mu awanturę że ja byłem jedynym studentem który dostał od niego piątkę. Argumentowali że to nie fair że ktoś kto jest w USA od pół roku ma lepsze oceny od nich. Odpowiedział im że go nie interesuje kto się gdzie urodził ale co kto potrafi i jak dobrze wykonuje zadania. Jak ktoś kto jest w USA przez pół roku zna angielski lepiej od was to wy macie problem a nie on. Koniec dyskusji. Twardy, wartościowy człowiek.

Księża urodzeni w Polsce

Tu się zaczyna problem bo… się okazało że wielu z nich to homoseksualiści. Skąd to wiem? A stąd że się jeden z nich do mnie… zalecał. Kupił dla mnie nawet czekoladki w takim czerwonym pudełku w kształcie serduszka. Powiedzmy tylko tyle że mu to na zdrowie NIE WYSZŁO. Uważał mnie potem za wcielenie antychrysta chyba ale mnie to tylko bawiło. Niemniej jednak, cała ta sprawa była dla mnie dużym zaskoczeniem bo nigdy nie podejrzewałem że kościół może być w dużej mierze jakimś klubem homoseksualistów. Tylko dlatego rozmawiałem o tym problemie z innymi studentami i pracownikami szkoły i stąd znam historie które opiszę. Po prostu chciałem wiedzieć o co tam chodzi. Tu trzeba pamiętać że PRL był bardzo purytański. O homoseksualistach to się człowiek dowiadywał dopiero kiedy musiał np. pojechać do Warszawy i czytać rzeczy wypisywane na ścianach toalet na dworcach PKP.

Ksiądz który się do mnie zalecał był rzekomo bardzo hojny w stosunku do swoich kochanków studentów/kleryków. Skoro nigdy nie nauczył się angielskiego i nigdy nie był w stanie zdobyć prawa jazdy (a mieszkał w USA jakieś 20 lat), jego „ulubieni” seminarzyści mieli liczne przywileje, poczynając od kluczyków do dość ekskluzywnego samochodu. Oficjalnie byli jego „kierowcami”. Jednemu rzekomo zafundował nawet studia medyczne na prestiżowej uczelni amerykańskiej. Powtarzam co usłyszałem od innych studentów.

Seminarzyści z Polski

Seminarium było stosunkowo najmniejszą szkołą na tym kampusie, przynajmniej wtedy. Prawdopodobnie wykorzystywali fakt że inne szkoły generowały duże dochody i stąd to seminarium stało się na pewno o wiele bardziej atrakcyjne niż jakiekolwiek w Polsce.

Poziom intelektualny seminarzystów był dla mnie kompletnym szokiem. Wyraźnie, przeważająca większość z nich to byli jacyś prymitywni ludzie, zupełnie nie zainteresowani jakimkolwiek wysiłkiem intelektualnym. Pewnie jest problem z „poborem” księży i muszą brać nie to co by chcieli ale wszystko co przyjdzie. Ale niemal każdy seminarzysta uważał się za jakąś świętą krowę, no bo on będzie księdzem i to nie u siebie na wsi w Polsce ale w USA. I tu się pojawiał problem bo wielu z nich siedziało tam latami bo… nie byli w stanie się nauczyć angielskiego. Tworzyli śmieszne gangi zwalczające się nawzajem i rzadkich seminarzystów którzy faktycznie mieli jakieś powołanie i jakiś poziom intelektualny. Tak, wielu z nich wyraźnie było homoseksualistami, a innych konwertowali księża z Polski. Wyjaśnię jak to się odbywało, ale najpierw opiszę parę takich gangów i ich przywódców.

Gang „Ambasadora”

„Ambasador” uważał się za najważniejszego seminarzystę, bo był w seminarium… najdłużej. Oczywiście należy wspomnieć że był najdłużej bo przez wiele lat nie potrafił się nauczyć angielskiego i zaliczyć żadnych zajęć po angielsku. Ale skoro był najdłużej to uważał że miał prawo zarządzać innymi, zwłaszcza nowo-przybyłymi seminarzystami z Polski. Myjąc gary na czarno w barach dookoła kampusu, uzbierał wystarczająco dużo pieniędzy aby sobie kupić starego, wpół-zardzewiałego grata, ale długiego czarnego Cadillaca który kiedyś wyglądał jak ekskluzywna limuzyna. Pierwsze co zrobił to zamontował chorągiewki na przodzie tego samochodu tak jak się oznacza oficjalne kolumny polityków/ambasadorów i pokazywał się w tym pojeździe dookoła jak często go było stać na benzynę. Tak sobie wyrobił ten przydomek. Amerykanie przebywający na kampusie mieli niezły ubaw z tym cyrkiem z Polski. Tarzali się ze śmiechu.

Ambasador jednak, pomimo swoich śmieszności był charakterem pozytywnym np. dlatego że pomagał innym seminarzystom załatwiać sobie pracę poza kampusem, aby mieli pieniądze na papierosy czy inne wydatki i nie musieli kraść po supermarketach czy stać się prostytutkami starszych księży.

Gang „Władcy Much”

Troszkę wyżej na drabinie intelektualnej niż wielu seminarzystów ale swoje umiejętności kierował głównie w stronę manipulacji ludźmi. Skoro uznał „Ambasadora” za idiotę, postanowił zbudować własny gang i podporządkować sobie seminarzystów. Awansował przez to że pierwszy podejmował się dowodzenia przy wykonywaniu różnych prac na kampusie. To taki typ który moim zdaniem się najbardziej by nadawał na oficera politycznego w Armii Czerwonej bo jego głównym narzędziem były… donosy. Donosił i meldował o wszystkim „przełożonym”. W takiej sytuacji konformiści mu się podporządkowywali bo nie chcieli aby robił na nich negatywne meldunki.

Od razu wszedł w wojnę nie tylko z Ambasadorem ale także „Filozofem” czyli jednym z nielicznych seminarzystów który był zainteresowany nauką, filozofią a nie wojną gangów a jedynym seminarzystą, kandydatem na księdza którego ja osobiście mogłem szanować. Filozof rozmawiał ze mną nt. tych wojenek w seminarium bo miał ich po prostu dość. Razem chodziliśmy na zaawansowane zajęcia z literatury, ekonomii i informatyki, stąd po temu okazja. Skoro „Filozof” nie uznawał „Władcy Much” za przywódcę, ten wciąż na niego meldował wszystko co mógł.

Pierwsze co „Władca Much” zrobił to zlikwidowanie systemu który wypracował Ambasador aby ominąć restrykcje seminarium dotyczące pracy poza kampusem. System polegał na tym że każdy kto chciał próbować pracować poza kampusem bez wiedzy Seminarium zakładał sobie skrzynkę pocztową – po to aby otrzymywać korespondencję czy czeki bez wiedzy Seminarium. To było łatwe bo poczta USA miała swój budynek na terenie kampusu. Po tym jak „Władca Much” o systemie zameldował, Seminarium formalnie zakazało seminarzystom pracy poza kampusem, posiadania skrzynki pocztowej, a potem wypowiedzieli poczcie USA umowę na wynajem budynku na terenie kampusu.

Z „Filozofem” nie poszło mu tak łatwo bo zameldował górze że Filozof marnuje wodę myjąc się każdego ranka. Tutaj Władca Much popełnił błąd bo zupełnie nie miał pojęcia o tym że Amerykanie mają obsesję na punkcie odorów ciała i że nie tylko kąpiel każdego ranka ale różne dodatkowe preparaty są niemal wymagane aby nikt nie mógł wąchać zapachu potu. Każdy kto znał angielski wiedział że każdy Amerykanin na kampusie po cichu się skarżył że Polacy „śmierdzą”. Ale głośno tego nie mówili bo to byłby rasizm. Filozof o tym wiedział, wiedziałem o tym ja, bo rozmawialiśmy ze studentami collegu którym łatwiej było powiedzieć takie rzeczy niż kierownictwu szkoły. Więc w tym przypadku „Władca Much” po prostu zrobił z siebie kompletnego idiotę odpowiedzialnego za to że inni seminarzyści śmierdzieli.

„Władca Much” skończył nieciekawie. Podjął się dowodzenia dekorowaniem kościoła. Wziął do tego celu drabinę z metalowymi szpicami która służy do ustawiania na trawie, a on ustawił ją na posadzce i wspiął się na niej pod sam dach kościoła. Spód drabiny się poślizgnął, i Władca Much spadł z wysokości około 10 metrów na posadzkę kościoła i z tego co mi powiedziano został sparaliżowany. Dowiedziałem się tego od Filozofa bo ten chyba miał potrzebę się wyspowiadać komuś z tego że przez małą chwilę miał lekką satysfakcję że karma zadziałała i świnia została ukarana za swoje grzechy.

Homoseksualizm w kościele

Rozmawiałem nt. homoseksualizmu w kościele z Filozofem. Ten wcześniej był w seminarium w Polsce i twierdził że jest to dość częste zjawisko. Dlaczego? A dlatego że w Polsce na wsi jak mama wykryje że synalek jest gej to go męczy ile wlezie aby poszedł na księdza aby na wsi nie było wstydu. W przypadku wielu kleryków nie było żadnego „powołania” – była „konieczność” i rozkazy mamy. Czyli, to właśnie ten purytanizm głoszony przez kościół stał się powodem tego że kościół w Polsce został przejęty przez homoseksualne gangi, które księża walczący z tym nazywają „Mafią Lawendową”. Prawdę powiedziawszy, niewiele mnie to wtedy interesowało bo miałem inne problemy. Uznałem że po prostu homoseksualiści z Polski wykorzystywali seminarium w USA aby uciec z Polski bo w USA jest trochę łatwiej być homoseksualistą niż w Polsce. Ale skoro się teraz okazuje że najwyżej postawieni kardynałowie w Polsce byli homoseksualistami i awansowali swoich „przyjaciół” ile tylko mogli to mamy poważny problem.

Tak, homoseksualni księża są wszędzie ale gangi homoseksualne przejęły kościół chyba wyłącznie w Polsce właśnie z powodu mechanizmu który powyżej opisałem. Nikt w USA nie musi „iść na księdza” aby kryć homoseksualizm przed kimkolwiek. A od lat 90tych homoseksualizm stał się modny a nawet niemal „wymagany” w niektórych kręgach, np. „artystycznych”. Niektórzy ludzie nawet udają gejów aby awansować w niektórych profesjach. Żaden gej w USA nie musi też iść na księdza aby przetrwać. Może zostać „artystą” i z tego żyć, zwłaszcza jeżeli nie ma nic przeciwko stosunkom seksualnym ze starszymi „sponsorami”. Po co się pchać w obłudę kościoła w takiej sytuacji?

Kochankowie księży

Skoro starsi księża z Polski byli homoseksualistami i to oni jeździli „werbować” nowych seminarzystów z Polski, bardzo łatwo sobie wyobrazić jak takie „werbunki” mogły wyglądać. W zależności od tego jak znany był to proceder, niekoniecznie winowajcami byli tutaj ci werbujący. Jeżeli ten proceder był znany przez wielu to nietrudno sobie wyobrazić że kiedy starszy ksiądz homoseksualista jechał werbować do Polski to w kolejce do werbunku na księdza w USA stawiały się całe rzesze homoseksualnych kleryków. Więc to wcale nie jest wykluczone że to ci chętni do werbunku wykorzystywali tych co werbowali a nie na odwrót. Potem coś poszło nie tak bo nie dostali wszystkiego czego chcieli i skarżą. Też dość prawdopodobne. Jeżeli ci co skarżą mieli z werbującym seks już w Polsce to oni mogą beknąć za szantaż bo w USA nie wolno nikogo szantażować ujawnieniem ich preferencji seksualnych bądź w ten sposób żądać „alimentów” poprzez sąd. Dobrze byłoby aby świadkowie takich werbunków w Polsce chcieli zeznawać w tej sprawie.

Ale, z moich obserwacji wynika że Seminarium mogło także służyć do konwertowania prostych kleryków na homoseksualizm. Wyobraźmy sobie tutaj sytuację jakiegoś prostego chłoptasia z Polski. Wzięli go na księdza do USA – mama i wieś cała dumna, bo to jest albo będzie ważny i bogaty człowiek. Teraz się okazuje że nie ma pieniędzy nawet na papierosy. Paru kleryków przyłapano na drobnych kradzieżach w okolicznych supermarketach – więc prawnicy na pewno to wygrzebią i dojdą prawdy. Czyli wybór jest jasny – chcesz grać bogacza przed mamą, musisz się zgodzić na zaloty „sponsora” -starszego księdza. Jeżeli tak to działało to diecezje zapłacą słono za dopuszczenie do procederu de facto zamienienia seminarium w miejsce do handlu żywym towarem. Szkoła za to płacić nie powinna – co wyjaśnię.

Rocio – moja piękna wysoka dziewczyna z Costa Rica. W tle Wielki Kanion. Musiałem wrzucić chodź jedno takie zdjęcie jako dowód że mnie żaden ksiądz jednak nie „zwerbował”, że kochałem i kocham kobiety a one kochały mnie (przynajmniej do czasu). Naprawdę trudny wybór. Piękna, młoda, wysoka dziewczyna albo spróchniały, zepsuty obłudą ksiądz.

Co z tym problemem mogła zrobić szkoła

Szkoła nie mogła zrobić nic bo tak działa prawo w USA. Gdyby np. zarząd szkoły zaprotestował wybór ks. Króla na kanclerza szkoły na podstawie tego że ten był homoseksualistą, to ten mógłby skarżyć szkołę za dyskryminację na tle orientacji seksualnej i by wygrał miliony. Czyli, tak jak mówi ksiądz z którym Fakt zrobił wywiad -wszyscy wiedzieli o preferencjach seksualnych tych księży ale nie mogli podjąć żadnej akcji w tej sprawie tak długo jak nie dochodziło do wymuszonych stosunków albo gwałtów a akcje w tej sprawie mogli tylko podjąć poszkodowani.

W USA prawo dotyczące tych rzeczy jest dość jasne. W praktyce – nie wolno mieć stosunków seksualnych z podwładnymi, uczniami, itd. bo to dyskryminuje wszystkich. Np. kiedy nauczyciel akademicki ma stosunki ze studentką którą egzaminuje to inne studentki mają prawo podejrzewać że dostała wysokie stopnie nie za wiedzę ale za usługi seksualne. Dlatego tego robić nie wolno. Podobnie z seksem jakiegoś kierownika z podwładnymi w pracy. Ale to jest regulowane niejako po fakcie.

Kandydaci dostali rekomendacje innych szkół, oraz biskupów i kardynałów i na tej podstawie wybierali kanclerza bo musieli. Szkoła nie powinna w żadnym wypadku za to odpowiadać. Szkoła też nie miała prawa ingerować w „rekrutację” kleryków bo raz to działo się w Polsce a dwa że to podpada pod jurysdykcję kościoła. Tylko kościelni przełożeni tych księży homoseksualistów mogli i powinni byli ten proceder powstrzymać. I wedle pozwu skargi do biskupów były składane i nie tylko zostały zignorowane ale grożono poszkodowanym. Dlatego mam nadzieję prawnicy się dobiorą do diecezji a nie do szkoły. Szkoła nie miała prawa ingerować w sprawy dotyczące rekrutacji kleryków czy regulacji stosunków między klerykami i ich nauczycielami – to wyłączna domena kościoła/biskupa.

Spotkałem ludzi którzy sponsorowali tą szkołę, wysyłali tam dzieci i dlatego jestem wściekły że zboczeńcy w kościele być może zniszczą kolejną zdrową polską instytucję która była i jest finansowana przez dobrych ludzi którzy po prostu nie rozumieli jak zdegenerowany jest kościół.

Czy mogło dojść do pedofilii w stosunku do licealistów

Jestem niemal pewien że do tego nie doszło bo… USA to nie Polska. Po pierwsze, w USA obowiązuje naprawdę ostre prawo dotyczące seksu z nieletnimi. Seks osoby dorosłej z osobą która nie ukończyła 18 lat uważa się za gwałt i tak skazuje. Osoba niepełnoletnia de facto wedle prawa nie jest w stanie wyrazić zgody na seks z osobą pełnoletnią więc to staje się gwałtem niezależnie od tego czy ofiara tego chciała czy nie. W niektórych stanach są wyjątki w sytuacjach gdzie ofiara ma np. 17 lat a sprawca 19 ale jeżeli różnica wieku jest więcej niż 5 lat to sprawca idzie siedzieć za gwałt. Nie ma zmiłuj się.

Amerykanie pracujący w szkole nie mieli prawa ingerować w stosunki homoseksualne między księżmi i klerykami bo to były osoby dorosłe więc byłoby to uznane za homofobię i dyskryminację na tle seksualnym, a dwa cały proces rekrutacji i awansowania księży to domena prawa kanonicznego i biskupów.

Jeśli chodzi o licealistów to sytuacja jest kompletnie inna. Każda osoba pracująca w szkole która wiedziałaby o stosunkach seksualnych z nieletnimi i nie zgłosiła tego faktu na policję poszłaby siedzieć na długie lata. Ale Amerykanie nie potrzebują do tego prawa karnego bo lubią się stawiać sytuacjach kiedy ktoś nadużywa władzy – tak jak postawili się za mną kiedy amerykański kierownik traktował mnie jak lokaja. A gdyby w takiej sytuacji jakiś biskup im próbował grozić to byłoby to jak wygranie milionów na loterii bo w takich sytuacjach każdy kto nadużywa władzy aby kryć przestępstwa na słabszych, zwłaszcza dzieciach idzie siedzieć na kilkadziesiąt lat a instytucja która to próbowała kryć płaci miliony w odszkodowaniach.

Apel do ludzi którzy wiedzą jak wyglądała „rekrutacja” kleryków

Znając sytuację i dobrych ludzi którzy wspierają Szkoły w Orchard Lake, naprawdę nie podoba mi się że kilku zboczeńców w kościele zagraża istnieniu tej instytucji. Jeżeli ks. Król i mu podobni faktycznie wykorzystywali swoją pozycję aby wymuszać usługi seksualne a hierarchie kościoła o tym wiedziały to powinniście o tym powiedzieć. To pomoże ukarać tych którzy faktycznie zawinili zamiast zwalać winę na szkołę która w tej sytuacji postawy biskupów niewiele mogła zrobić. Jeżeli zarzuty są prawdziwe to wyraźnie elity kościoła wykorzystywały polskie szkoły do pewnego rodzaju handlu żywym towarem. Ta szkoła to bardziej własność Polonii USA a nie kościoła. Jeżeli macie informacje na ten temat, byliście świadkami takich werbunków, zwłaszcza nieudanych – możecie o tym poinformować np. ambasadę USA albo konsulat i oni was skontaktują z prawnikami w sprawie. USA ma to dobrze zorganizowane bo jeżeli trzeba będzie Was przesłuchać to po prostu zrobią to pracownicy konsularni USA w Polsce. Gdyby się okazało że Wasze zeznania mogą być na tyle istotne że prawnicy będą chcieli abyście zeznawali w sądzie w USA to wam zafundują wycieczkę do USA. Tylko nie mów nikomu nie obowiązuje w USA. USA to nie Polska. Jeżeli macie jakieś wahania to warto np. skontaktować się z ks. Isakowiczem-Zelewskim który od lat wojuje z Mafią Lawendową.

Aktualizacja 2020-12-18

Tak jak przewidziałem, Archidiecezja Detroit już „umywa ręce” od skandalu homoseksualnego w seminarium aby za nic nie płacić.

‼The institutions are not owned or operated by the Archdiocese of Detroit.‼

Cały tekst po angielsku tutaj.

Tak jak wytłumaczyłem powyżej, szkoły są oddzielną instytucją non-profit ufundowaną i utrzymywaną przez Polską Polonię. A o tym „operowaniu” to w dużej mierze nieprawda bo prywatna fundacja nie ma żadnego wpływu na to jak księża i biskupi rekrutują seminarzystów w Polsce i jak ich awansują. Czyli z punktu widzenia prawa cywilnego i karnego szkole nie wolno było nawet nikomu mówić o tym że kościół być może mianował na księży rozpustnych homoseksualistów którzy zamienili seminarium w harem. Selekcja kleryków i księży podlega wyłącznie pod prawo kanoniczne a prywatna instytucja która np. próbowałaby w jakikolwiek sposób uniemożliwić klerykom i księżom taki a nie inny styl życia zapłaciłaby masowe kary za dyskryminację.

Czyli, jak zwykle, kościół narobił smrodu a teraz umywa ręce i chce aby ktoś inny za to płacił.

SquareAd_10fpsL

Opublikowano w Handel żywym towarem, Kościół, Pedofilia i oznaczono , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz