Co Ma Wspólnego Drewniana Beczka na Piwo i Radar?

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

Biurokracje mają tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak, ja, sławny wynalazca odwróconej baryłki, nie mogłem sobie poradzić, to jakie ty masz tutaj szanse jako bednarz. Prawie umarłem z głodu, a potem wymyśliłem to.

 

Tytułowe zdjęcie pochodzi z jednego z kultowych filmów ekipy Monty Pythona o nazwie „Jabberwocky”, opowiadającego o przygodach młodego bednarza (takiego speca od drewnianych beczek) w krainie skomercjalizowanego dogmatu, rzezi, korupcji i absurdu. Ten film, podobnie jak „Brazil”, „Święty Graal”, „Sens Życia” i reszta twórczości ich autorów lepiej niż cokolwiek innego obrazują to, co się dzieje dzisiaj w Polsce.

A to, co się dzieje dzisiaj w Polsce przerasta wszystko, co wyobrazili sobie pisarze zarówno najstraszniejszych horrorów, jak i najzabawniejszych komedii, ale jak ktoś w naszej Polskiej rzeczywistości jeszcze może… takie filmy oglądać, to je gorąco polecam.

Jakoś mi trudno preferować „dzisiejsze cytaty” nad Monty Pythonem. Jakoś nie ta sama klasa:

Nasi genialni „przedstawiciele” w niezwykle inteligentnym przedstawieniu w Sejmie.

Zagadnienie budowania beczki było jednym tematem tego filmu, ale co ma do tego radar??? A to że w Polsce wszystkie dzisiaj używane radary oraz wszystkie drewniane beczki podlegały dokładnie temu samemu rygorystycznemu procesowi standaryzacji i legalizacji, nadzorowanemu przez tą samą instytucję, a dokładnie Główny Urząd Miar.

Dzisiaj, ci wredni, natrętni, niegrzeczni reporterzy z kamerami TV kręcą się nieustannie wokół urzędników Głównego Urzędu Miar, ale zanim ja i koledzy z NielegalneRadaryDoKosza zainteresowaliśmy się przygodami tej instytucji, niewiele osób nawet słyszało o jej istnieniu. Jedyna wzmianka tej instytucji w popularnej kulturze pojawiła się, kiedy to Ferdek Kiepski z serialu „Świat Według Kiepskich”, grający rządowego biurokratę, otrzymuje, wśród wielu innych, zaświadczenie podbite przez „Główny Urząd Miar i Wiar z osobistą adnotacją Naczelnika sklepu rybnego w Pułtusku i z Okrągłą Pieczęcią Zakonu Ojców Oojców i z kontrasygnatą Dróżnika ze stacji Włoszczowa”. (Bardzo spodobała mi się ta nazwa, Główny Urząd Miar i Wiar, bo jakoś pasuje).

No ale, my tu śmichu chichu, ale przecież jakiś formalny proces musi być no bo gdzie bylibyśmy, gdybyśmy się nie trzymali właściwych procedur. Dlatego przeanalizujemy tutaj, jak w Polsce wyglądał rygorystyczny proces zatwierdzenia do użytku nie tylko radarów (o czym wystarczająco już na-marudziłem), ale także drewnianych beczek.

Legalizacja Beczek Na Piwo i podobne rzeczy

Wprowadzenie do użytku beczek reguluje szczegółowe Rozporządzenie Ministra Gospodarki z Dnia 7 Stycznia 2008 (Dz. U. Nr. 8 Poz. 50).

10000000000001940000007671564E53

Nie zaniedbano najmniejszego szczegółu:

1000000000000195000001720A26E8C8

10000000000001940000009A9D3F0A6E

100000000000027100000019333393F6

Ale, najważniejsze jest to, że ustawa chroni nas przed nieuczciwymi dostawcami beczek, którzy bez takiej ustawy na pewno, na pewno by kombinowali, aby produkować coraz to mniejsze beczki, czego na pewno nasz ciemny lud by nigdy nie zauważył. W końcu, dostarczone beczki mogłyby być nawet dwa razy mniejsze, po czym by kombinowano by, aby znaleźć, np. dwa razy mniejsze ogórki do ich wypełniania, co by doprowadziło do zagłodzenia ludu albo innego kataklizmu. Dlatego, jestem niezmiernie szczęśliwy, że nasi dzielni eksperci z Głównego Urzędu Miar przygotowali tą, jakże niezbędną ustawę, którą potem podpisał niemniej dzielny i wybitny Minister Gospodarki W. Pawlak.

Dlatego, szczegółowo zdefiniowano proces legalizacji beczki, aby ktoś przez przypadek nie dostarczał beczki, w której mieściłoby się np. 3% piwa albo miodu, albo wina mniej niż poprzednio.

100000000000019400000266DF97736D

Dalej, szczegółowo zdefiniowano także możliwe sposoby sprawdzenia objętości beczek podczas procesu legalizacji (pierwotnej – przed wprowadzeniem beczki do użytku, i ponownej czyli okresowej). Tak tak. Każda beczka musi mieć numerek, i papier. A za użytkowanie bądź nawet posiadanie takiego „przyrządu pomiarowego” bez papieru grozi surowa kara, na mocy „Prawa o Miarach”.

100000000000018A00000034D1983F84

100000000000018000000366C7566243

1000000000000183000002830E685B37

Przyznam się bez bicia, że bez takich drobiazgowych instrukcji ani ja, ani reszta polskiego ciemnego ludu, nigdy, przenigdy nie wymyślilibyśmy, jak sprawdzić objętość beczki na piwo, wino, czy miód, i dlatego ten szczegółowy i długotrwały proces legalizacji każdej beczki jest tak niezwykle konieczny i wymagający procedur trwających kilka dni dla każdej beczki – samo mierzenie, nie licząc jakże niezbędnej przy tym biurokracji wydawania poświadczenia zaświadczenia sprawdzenia i pokwitowania wydania zaświadczenia poświadczenia, itd. Toż taka beczka to wysoko zaawansowana technologia sprzed jedynie jakiś 2000 lat a nie byle coś, co byle jaki osioł jest w stanie zrozumieć. A zastosowane metody pomiarowe, to ho, ho!!! Coś na miarę wynalazków Archimedesa i jego epoki, bez szczegółowych instrukcji musielibyśmy go wskrzesić aby nam pokazał jak zmierzyć objętość beczki.

Na pewno, człowiek pijący to piwo z beczki doceni ten proces i chętnie zapłaci parę złotych więcej za każde piwo za ten wielki wysiłek zrobiony po to, aby go ktoś nie oszukał.

Czy ta „Legalizacja” niby naprawdę ma sens?

W tym miejscu na pewno jakiś lepszy cwaniak powie, że jak ktoś chciałby kombinować i „oszczędzać” kasę poprzez dostarczanie mniej miodu, wina, octu, czy piwa w beczce, to są na to lepsze i o wiele tańsze sposoby niż bawienie się w majstrowanie, aby wyprodukować mniejsze beczki. Na przykład, można do tych substancji dodać wodę, albo nic nie dodawać i twierdzić, że część wody z produktu musiała wyparować w transporcie. A jak ktoś stosuje testy na zawartość alkoholu np., to można dodać tam alkohol metylowy, który łatwo jest kupić jako tani płyn do chłodnic, co jest prawdziwym problemem z nierzetelnymi, przestęczymi dostawcami wina, a nie beczki o mniejszej objętości.  Podobną „sztuczkę” wynaleźli ostatnio dostawcy mleka w niektórych miejscach, poprzez odkrycie, że standardowe testy na zawartość protein w mleku można oszukać poprzez dodawanie melaminy, dość groźnej trucizny.

Czyli, ten lepszy cwaniak będzie twierdził, że są o wiele większe problemy niż beczki na piwo, wino, czy ocet wyprodukowane 2 czy 3 % mniejsze. Ale my takiemu cwaniakowi powiemy stanowcze FE!!!! Nie tylko jest on parszywym wrogiem klasowym ciężko pracującego biurokraty miast i wsi, ale się NIE ZNA na standaryzacjach, normalizacjach, kalibracjach, wzorcowaniu, zatwierdzeniach typu, legalizacjach pierwotnych i wtórnych czy obijaniu beczki gumowym młotkiem w celu usunięcia pęcherzyków powietrza. FE!!! „Spieprzaj Dziadu!!!!”

I tutaj zmierzamy do sedna sprawy, dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci dokładnym mierzeniem każdej beczki na piwo, byli, no cóż, troszeczkę „mniej szczegółowi”, kiedy definiowali, jak dokładnie radar policyjny ma identyfikować mierzony cel i jak dokładnie powinno się to sprawdzić, zanim radar trafi w ręce policjanta, który przecież nie musi być ekspertem od budowy urządzeń pomiarowych, czy nawet od obstukiwania beczki na piwo młotkiem.

Kiedy zatwierdzano do użytku nasz sławny radar ISKRA-1, stosowne wymagania prawne dotyczące tej identyfikacji brzmiały następująco:

10000000000001910000006351812EA0

Dlaczego ci sami eksperci, tak przejęci prawidłowym zdefiniowaniem ~10 krokowego procesu mierzenia objętości beczki na piwo, potraktowali po macoszemu następujący dość istotny problem: Jak się mierzy samochód (czy beczkę) co albo kto ustala, który samochód (albo beczkę) się mierzy. W rezultacie, mamy zabawną sytuację, w której każda osoba w Polsce ma teraz odmienne zdanie, co to znaczy, wedle przepisów, że „konstrukcja przyrządu radarowego powinna umożliwiać identyfikację pojazdu, którego prędkość jest mierzona”.

Ja i, i jak pokażę, inni niekoniecznie wybitni Polscy mędrcy i filozofowie zastanawialiśmy się od lat jak w końcu rozwiązać ten problem raz na zawsze. Wedle najbardziej ekstremalnych z nich, być może, spece certyfikujący radary nie powinni pochodzić z tego samego kołchozu albo PGRu co spece certyfikujący średniowieczne beczki na piwo. Ale to temat na następny wpis, pod tytułem, „Co to w Końcu jest ta Iskra: Wieprz, Koń, czy Odrzutowiec???”

Ale, w międzyczasie, jest malutkie światełko w tunelu. Łaskawie nam panujący, niedawno zadecydowali, że takie średniowieczne drewniane beczki na wino, piwo albo ogórki, nie podlegają już procesowi legalizacji (gdzie każda beczka ma mieć świadectwo legalizacji i numerek) i że tylko metalowe i plastykowe beczki będą od teraz podlegać procesowi legalizacji. W tym celu wydano Rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać beczki, oraz szczegółowego zakresu badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej tych przyrządów pomiarowych. uffff!!!

HURRA!!!!

Związek Zawodowy Konstruktorów Beczek w Końcu odżyje i nie będzie musiał sobie odrąbywać stóp i żebrać gdzieś pod kościołem, aby przeżyć!!! Może nawet sam Denis Bednarz otworzy tu w końcu interes, zamiast się użerać, pracując na saksach w krainie króla Brunona Wątpliwego.

Denis i Jego Beczka

Nie nie nie!!! To nie są eksperci Okręgowego Urzędu Miar pracujący nad legalizacją „przyrządu pomiarowego”, ale ekipa Monty Pythona!!! Zupełnie nie wiemy skąd się biorą te dziwne insynuacje!!!

reklama:

Opublikowano w Biurokracja, Komedia, Pretorianie i oznaczono , , , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz