Zabawny problem z częstotliwościami fotoradarów

Mamo_SmallMamy kolejny prze-zabawny problem techniczny. Duża cześć fotoradarów w Polsce pracuje na wojskowych częstotliwościach, czego robić nie wolno, no chyba że się wojsko specyficznie zgodzi. Operatorzy tych fotoradarów stwierdzili jednak, że skoro maja papiery legalizacyjne z Głównego Urzędu Miar (raczej Głównego Urzędu Wiar), to problemu nie ma i być nie może a oni je dalej będą używać. A co!!!

Pracujemy na urządzeniach, które zostały dopuszczone do użytku, które posiadają świadectwo legalizacji i decyzje zatwierdzenia typu. W momencie, kiedy to postępowanie się zakończy, będzie można coś więcej na ten temat powiedzieć – powiedział Majchrzak Mariuszowi Piekarskiemu.

Co więcej, poinformował również, że inspekcja stara się uzyskać zgodę na pracę fotoradarów właśnie na częstotliwościach zastrzeżonych dla wojska.

Problem z mobilnymi fotoradarami. Większość działa… nielegalnie

Zamieszanie wywołują urzędnicy UKE, którzy stwierdzili ze używanie tych urządzeń powinno być natychmiast zaprzestane. Widać nie dostali tego memorandum, w którym napisano ze żadne normy techniczne ani prawa polskich „stróży prawa” nie obowiązują.

Problem jednak jest, bo Główny Urząd Miar i Wiar który dał im te wszystkie „legalizacje” jest wręcz bajecznie niekompetentny. Wszystkie ich legalizacje powinny być natychmiast wyrzucone do kosza, co nie jest żadnym nowym odkryciem. Pisała o tym prasa od lat i dokładnie to o GUMie napisałem w moim zawiadomieniu do prokuratury w 2012 r, zanim zacząłem pisać te historie tutaj, pokazując że tolerowanie tego stanu rzeczy naraża skarb państwa na masowe straty. Ale co tam. Partyjki-mafijki rozdzieliły fuchy dla zasłużonych działaczy i kto by się tam jakimiś normami technicznymi przejmował.

Tak więc, nasze służby głęboko liczą na to, że wojsko wyrazi zgodę na używanie tych  częstotliwości. To jednak może spowodować większe problemy. Nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że używanie tych urządzeń zagraża wojsku. Wojskowe urządzenia są o wiele bardziej wyrafinowane, muszą być odporne na silne, celowe zakłócenia, pracują z większą mocą i wysyłają wiązkę w impulsach, często kodując w tych impulsach informacje. Zasady separacji pasm urządzeń są dlatego, że to wojsko zagraża operatorom (i klientom) tych urządzeń.

Pierwszy problem jest taki: Zabawa w radiolokacje i kontra-radiolokację jest jedną z kluczowych zabaw dzisiejszych armii i każda ma rakiety anty-radarowe do niszczenia stacji radiolokacyjnych przeciwnika. Czasami się nawet wszczyna konflikty w małych państewkach typu „ch.., dupa i kamieni kupa” tylko po to aby sobie po-testować nawzajem radiolokację i kontra radiolokację.

Takie rakiety często mają wymienialne albo programowalne moduły aby w czasie pokoju móc poćwiczyć wystrzeliwanie ich przeciwko celowi testowemu operującemu na specyficznych częstotliwościach wojskowych bez ryzyka że rakietka sobie znajdzie i skasuje „cel zastępczy” na podobnej częstotliwości radarowej. Zgoda na takie coś będzie oznaczała konieczność sprawdzania przed każdymi ćwiczeniami na poligonach czy aby w pobliżu poligonu nie szwenda się jakiś krokodylek albo strażnik wiejsko-biznesowy ze swoim fotopstrykiem, co powoduje zagrożenie że zostanie „skasowany” zamiast celu testowego skoro pracuje na tej samej częstotliwości. Skoro wojsko powinno ćwiczyć swój kunszt zamiast łazić za strażnikami, w normalnym świecie wojsko powinno powiedzieć nie. Ale Polska normalnym krajem nadal nie jest.

Prawdopodobny dalszy bieg wydarzeń

Patrząc na moją magiczną kulę, jasno już widzę to: Rycho zadzwoni do Zdzicha, spotkają się gdzieś u nowej Sowy na ośmiorniczkach i rozmowa będzie wyglądać tak:

Słuchaj stary, te cholerne gumowilce, i te ich spece od kur i radarów, znowu dali czadu i mamy problem bo jak się nie zgodzisz w imieniu wojska to będziemy musieli zezłomować jedną trzecią fotopstryków a potem ich resztę bo wszystkie mają podobne problemy z papierami. Wszyscy będą ryli ze śmiechu a wiesz że idą wybory. Zlituj się stary.

Ewentualne „zneutralizowanie” paru strażników wiejsko-miejskich przy pomocy wojskowych rakiet anty-radarowych byłoby nie tylko zabawne ale też i bardzo pouczające dla naszych „autorytetów” rządowych aby się w końcu nauczyli przestrzegać standardy techniczne. Ale, my, tzn. kierowcy mamy inny problem.

Zakłócenia pomiarów przez urządzenia wojskowe

W porównaniu do urządzeń wojskowych, radary Dopplera to urządzenia bardzo prymitywne, między innymi dlatego że nie mogą siać dookoła modulowaną wiązką dużej mocy. To oznacza że zupełnie nie są odporne na zakłócenia ze strony urządzeń wojskowych pracujących impulsowo i z dużą mocą. Nikt takich sytuacji nie przewiduje ani nie testuje bo o wiele taniej i mądrzej jest separować pasma częstotliwości, pod warunkiem jednak że „autorytety” nauczyły się czytać standardy i regulacje techniczne.

Skoro jednak w Polsce to nie obowiązuje, a strażnicy szybko wykryją że ich fotopstryki zawsze pokażą „co trzeba” niedaleko poligonów, lotnisk i granic, przygotujemy się tutaj do dalszej zabawy w sądach z dowodami z urządzeń z lewymi papierami. To będzie tematem następnego wpisu. Radzę go nie przegapić, bo będzie to kompletnie skuteczna i bardzo zabawna metoda. Nie chciałem wszystkich tego uczyć, bo wierzę w „karmę” i boję się trochę ewentualnych konsekwencji odebrania służbom wszystkich urządzeń do pomiaru prędkości, co musi się zdarzyć kiedy ktoś w końcu formalnie przeanalizuje wielkie przygody Głównego Urzędu Miar i Wiar. Ale skoro „autorytety” się nie przejmują partyzantką na drogach w obronie przed strażnikami budżetów, to uważam że nie mam wyboru.

reklama:
SquareAd_10fps

Poprzednie wpisy na podobny temat:

Opublikowano w Biurokracja, Komedia, Pretorianie i oznaczono , , , , . Bookmark permalink.

3 komentarzy

Dodaj komentarz