Ułomne, przestępcze polskie prawa

Pokażę tutaj jak dokładnie są pisane polskie prawa i do czego prowadzą. De facto, polskie prawa służą celom PRZECIWNYM zdrowej legislacji, są narzędziem które generuje lawinę niepotrzebnych problemów, tragedii i spraw sądowych. Wszystko po to chyba aby elitom sądowo-prawniczym żyło się lepiej, aby można było ciągnąć każdą sprawę latami przez sądy i dzięki temu zatrudniać coraz większą armię upośledzonych kuzynów po sądach, jeszcze większą armię adwokatów, radców prawnych, aktywistów, bohaterów ratujących pieszych np. przed tyranią pojazdów, itd., itp. nie ważne że większość z nich to, jeżeli nie analfabeci, to ludzie którzy nie mają zielonego pojęcia po co jest prawo w zdrowych krajach. No bo przecież prywatna firma by takich ludzi nie zatrudniła bo… po co.

Dla przykładu, w sumie prosta sprawa. Pieszy wchodzi na przejście dla pieszych, samochód nagle hamuje, uderza w niego samochód który jedzie za nim. Po uderzeniu pierwszy samochód może, ale nie musi uderzyć w pieszego.

Takich spraw jest wiele, ostatnio np ta:

Zderzenie dwóch samochodów i potrącenie na przejściu dla pieszych

Pokażę, przy pomocy kompletnie ułomnej legislacji można wydać 3 różne wyroki, kompletnie sprzeczne ze sobą, ale w pełni logiczne, spójne i w całości oparte o obowiązujące prawo. Ba, można je nawet poprzeć obliczeniami biegłego poprzez upewnienie się że biegły zacznie obliczenia od właściwego punktu wyjścia, czyli właściwego przepisu Prawa o Ruchu Drogowym. Właściwie sformułowane zlecenie dla biegłego zapewni że opinia w pełni poprze zamiary sądu. Jeżeli biegły napisze opinię nie opartą o ten punkt wyjścia, można taką opinię odrzucić jako samowolnie wykraczającą poza zlecenie.

Wyrok 1. Winny na 100% pierwszy samochód

W dniu, DDD, oskarżony kierowca samochodu YYY, zbliżając się do przejścia dla pieszych, nie zachował właściwej ostrożności, stwarzając w ten sposób zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, doprowadzając w ten sposób do wypadku, w którym poszkodowani zostali pieszy XXX oraz kierowca samochodu ZZZ.

Prawo o Ruchu Drogowym wyraźnie precyzuje że:
Art. 26. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność, zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego znajdującego się na tym przejściu albo na nie wchodzącego i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na tym przejściu albo wchodzącemu na to przejście

Nie ulega wątpliwości więc że, skoro doszło do wypadku, kierujący pojazdem nie zmniejszył prędkości do takiej która pozwoliła by mu bezpiecznie zatrzymać się przed przejściem na którym znalazł się pieszy co w pełni pokazuje opinia biegłego oparta o drogę hamowania wyliczoną w oparciu o ślady hamowania na jezdni. Niezachowanie ostrożności doprowadziło do sytuacji gdzie kierowca YYY był zmuszony awaryjnie hamować w ostatniej chwili, w wyraźnym pogwałceniu art. 19 pkt. 2 Prawa o Ruchu Drogowym, stwarzając w ten sposób dodatkowe zagrożenie oraz szkody na zdrowiu i mieniu kierowcy ZZZ.

Art. 19. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu.
2. Kierujący pojazdem jest obowiązany:
2) hamować w sposób niepowodujący zagrożenia bezpieczeństwa ruchu lub jego utrudnienia;

Czyli, nawet jeżeli opinia biegłego pokaże że prędkość była daleko poniżej dozwolonej, to i tak nic nie znaczy bo wciąż była za duża skoro… doszło do wypadku. Proste. Ale jeżeli opinia pokaże że kierowca przekroczył dozwoloną prędkość nawet o kilka km/h to kierowca ma przewalone.

Wyrok 2. Winny na 100% drugi samochód

W dniu, DDD, oskarżony kierowca samochodu ZZZ, zbliżając się do przejścia dla pieszych, nie zachował właściwej ostrożności, nie zachowując zalecanego prawem odstępu za poprzedzającym go pojazdem, stwarzając w ten sposób zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, doprowadzając w ten sposób do wypadku, w którym poszkodowani zostali pieszy XXX oraz kierowca samochodu ZZZ.

Ustawa o ruchu drogowym wyraźnie wymaga od kierowcy aby zawsze utrzymywał odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu.

Art. 19. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu.
2. Kierujący pojazdem jest obowiązany:
3) utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu

Nie ulega wątpliwości więc że, skoro doszło do wypadku, uderzenia w poprzedzający samochód, odstęp od poprzedzającego pojazdu był niewystarczający aby uniknąć wypadku. Doszło także do naruszenia art. 26 Prawa o Ruchu Drogowym. Zbliżanie się do przejścia dla pieszych jest wyraźnie sytuacją która wymaga od kierowcy wzmożonej ostrożności, w związku z faktem że poprzedzający pojazd może się próbować zatrzymać aby udzielić pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na przejście, co wyraźnie pokazuje opinia biegłego oparta o drogę hamowania wyliczoną w oparciu o ślady hamowania na jezdni. Poprzedzający pojazd YYY był w stanie bezpiecznie zatrzymać się przed przejściem w związku z zaistniałą sytuacją, tzn. pojawienie się pieszego wchodzącego na przejście. Jadący za nim pojazd ZZZ nie był w stanie tego zrobić, stwarzając w tym zagrożenie i szkody na zdrowiu i mieniu pieszego XXX i kierowcy ZZZ.

I znowu, nawet jeżeli opinia biegłego pokaże że prędkość była daleko poniżej dozwolonej, to i tak nic nie znaczy bo wciąż była za duża skoro… doszło do wypadku. Proste. Ale jeżeli opinia pokaże że kierowca przekroczył dozwoloną prędkość nawet o kilka km/h to kierowca, znowu, ma przewalone.

Wyrok 3. Winny na 100% pieszy

W dniu, DDD, oskarżony pieszy XXX, zbliżając się do przejścia dla pieszych, i wchodząc na nie, nie zachował właściwej ostrożności, stwarzając w ten sposób zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, doprowadzając w ten sposób do wypadku, w którym poszkodowani zostali kierowca YYY oraz kierowca samochodu ZZZ.

Prawo o Ruchu Drogowym wyraźnie precyzuje że:

Art. 13. 1. Pieszy wchodzący na jezdnię, drogę dla rowerów lub torowisko albo przechodzący przez te części drogi jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz korzystać z przejścia dla pieszych

Prawo wyraźnie zabrania wchodzenia bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych:

Art. 14. Zabrania się:
1) wchodzenia na jezdnię lub drogę dla rowerów:
a) bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
b) spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi

Nie ulega wątpliwości, że pieszy wszedł bezpośrednio przed jadący pojazd, co wymagało awaryjnego hamowania przez kierowcę YYY, co w pełni pokazuje opinia biegłego oparta o drogę hamowania wyliczoną w oparciu o ślady hamowania na jezdni. Kierowca YYY miał obowiązek awaryjnie hamować aby uchronić pieszego XXX przed obrażeniami, co z kolei spowodowało że w tył YYY uderzył samochód ZZZ, powodując szkody dla obu.

Prawo o ruchu drogowym daje co prawda pieszemu pierwszeństwo na przejściu dla pieszych ale wyraźnie nie daje mu prawa aby wchodził bezpośrednio przed jadący pojazd i w ten sposób powodował zagrożenie bezpieczeństwa na drodze.

Więc który wyrok jest właściwy?

To proste. Wszystkie są. Bo tak są napisane prawa właśnie aby wszystkie były. Sąd może sobie potem patrzeć kto jest ważniejszy a kto mniej ważny i odpowiednio ustawiać sprawy. A jest to tylko możliwe dlatego że polskie prawa to ułomne demagogie a nie zdrowe prawa.

Teraz wyjaśnię krok po kroku jak ten problem rozwiązują prawa normalnych krajów (np. Wlk. Brytanii, Niemiec, czy USA), które definiują procedury zachowania a nie DEMAGOGIE, o ostrożności, pierwszeństwie, itd., itp.

1. Pieszy który chce przejść przez przejście podchodzi do przejścia i czeka aż może bezpiecznie przejść, obserwując drogę w obu kierunkach.

2. Pojazd który zbliża się do przejścia i widzi czekającego pieszego ma obowiązek mu umożliwić przejście, poprzez łagodne zatrzymanie się kiedy to jest możliwe. Kiedy łagodne zatrzymanie nie jest możliwe, kierowca nie ma obowiązku ani prawa tego robić bo to stworzyłoby zagrożenie, dla pieszego też.

3. Pieszy może wejść na drogę tylko kiedy widzi że kierowca go zauważył i że zwalnia/zatrzymuje się. Inaczej czeka. Jeżeli uważa że np. kilka pojazdów go minęło pomimo tego że mogli się zatrzymać, to może to nagrać i domagać się ich ukarania, zamiast włazić na drogę aby udowadniać siłowo kto ma pierwszeństwo. Proste. Czyli, wciąż można dać mandaty i pieszym i kierowcom, ale tragedii na drodze nie ma.

Jak ktoś tych zasad nie rozumie, to polecam szkolenie przez tego psa, który te zasady zrozumiał, pomimo tego że nie musiał zdobyć doktoratu z prawa na Oxfordzie:

Przy normalnie pisanych prawach aby doszło do wypadku, zarówno kierowca jak i pieszy muszą popełnić poważny błąd. A ludzie błędy popełniają. Zakładając że prawdopodobieństwo błędu pieszego jest 1/100 i kierowcy 1/100, to przy zdrowych prawach, aby doszło do tragedii obaj muszą popełnić błąd w tym samym czasie. Prawdopodobieństwo tragedii jest 1/ 10 000!!! Niestety, tłumaczenie tych rzeczy „specjalistom”, zwłaszcza z edukacją humanistyczną to jak walenie głową w ścianę. Oni chcą „dobrze”, prawa które wspierają wymagają przecież empatii, ostrożności, i próbują… zadowolić każdego. Prawa dobre, tylko.. ludzie do d…

W Polsce, przy tak pisanych prawach, prawdopodobieństwo tragedii jest o wiele większe niż 1/100 bo… każdy może sobie znaleźć SWÓJ przepis który… UDOWADNIA że on ma rację a nie ten drugi uczestnik ruchu. Czyli, polskie prawa zachęcają do robienia głupich rzeczy zamiast tego zabraniać.

Rezultat tak głupich praw

Każda rozsądna osoba wiedziała że po pewnym czasie to ułomne prawo o tym rzekomym pierwszeństwie pieszego wchodzącego na przejście doprowadzi do wielu tragedii. Piszę rzekomym bo ustawodawcy twierdzą że nigdy nie zgodzili się na tą koncepcję że pieszy wchodzący to ktoś kto jest wciąż na chodniku i włazi na drogę bez patrzenia. To jest interpretacja różnych dziwnych aktywistów i prawników. Nieważne.

Rezultat jednak jest taki że piesi są uczeni kompletnie niebezpiecznych nawyków. Świadomie lub nieświadomie przyzwyczajają się do tego że wielu kierowców, na wszelki wypadek, zatrzymuje się kiedy widzą pieszego który może chcieć przejść. Czyli, zbierają swoje 99 doświadczeń że tak wolno bo… im się 99 razy udało, no bo teraz oni są królami przejścia. Potem, po pewnym czasie, trafiają na ten jeden przypadek gdzie kierowca nie zatrzymał się bo albo nie mógł albo popełnił błąd. Teraz wchodzimy w tą fazę. Piesi będą ginąć jak muchy. I po co to wszystko?

Dlaczego mi wolno nazywać prawa ułomnymi

Zanim się ktoś obrazi że nazywam polskie prawa ułomnymi, pokażę że nie tylko mi wolno to robić, ale mam OBOWIĄZEK to robić, bo sąd mnie to tego zobowiązał bardzo ciekawym postanowieniem.

Otóż, kiedy zaprotestowałem zmuszanie mnie do poświadczania nieprawdy w dokumentach ZUS (na co zgodzenie się byłoby przestępstwem), urzędnicy próbowali mnie ukarać bo moim obowiązkiem było pisać to co oni mi kazali, nie ważne że niezgodne z dokumentami złożonymi w Urzędzie Skarbowym. Wedle urzędników to nieważne bo… i tak nikt w Polsce nigdy nie porównuje deklaracji w ZUS z tymi w Urzędzie Skarbowym, więc moim obowiązkiem było robić co mi kazali. Prawdziwym powodem był niewłaściwie działający system komputerowy ZUS ale przecież urzędnik się nie będzie Warszawie narażać. Domagam się ukarania urzędników za to a sąd twierdzi że się nie da bo to nie urzędników wina ale tylko wina ułomnego polskiego prawa.

Tak na marginesie, czy to aby nie jest obowiązkiem sędziego aby protestować ułomne prawa a nie twierdzić że to jest moim obowiązkiem a nie sądu? No ale ja ten wyrok wykonałem i trochę pozawracałem głowę legislatorom aby te prawa pozmieniali. Ale oczywiście nikt nie ma zamiaru. Niestety, faktycznie, muszę przyznać że sędzia miał rację i że polskie prawa to festiwal głupoty i ułomności. Edukacja prawna w Polsce to nauka chamstwa ubieranego w pseudo-intelektualne argumenty a nie nauka prawa powszechnego które reguluje współżycie. W tym problem.

Opublikowano w Biegli, Biurokracja, Prawnicy, Prawo Drogowe, Sądy i oznaczono , , , , . Bookmark permalink.

Dodaj komentarz