Kościół toczył wiele wojen. O to ile aniołów zmieści się na czubku szpilki. O to czy Jezus miał prawo posiadać gacie które nosił. No bo jak miał takie prawo to biskupowi wedle prawa kanonicznego wolno posiadać złote łańcuchy i złotą karetę albo Bentleya. Albo wojna o to który rzeźnik jest świętym a który bandytą. Albo czy kobieta której wyrosła broda stała się Jezusem. Czy bozia kocha Polaków a nienawidzi Niemców i Rosjan, czy na odwrót, itd., itp.
Wojny o relikwie
Wbrew pozorom, wojna o relikwie jest w miarę racjonalna w porównaniu do innych kościelnych wojen. Prawa ekonomii oraz głupoty zawsze obwiązywały i ani Jezus ani Lenin nie byli w stanie ich zmienić dekretem. Proboszcz każdego kościoła czy bazyliki ma taki sam problem jak np. sprzedawca hamburgerów. Tak jak Jasio sprzedający hamburgery musi wciąż udowadniać że tłuste hamburgery Jasia są lepsze od tłustych hamburgerów Stasia, tak samo musi to robić ksiądz czy biskup zarządzający swoim kościołem, no chyba że zadowoli się że jego kościół to taki bar mleczny, taki sam jak w każdej pipidówie daleko od szosy i że nigdy nie zarobi na orgie albo Mercedesa, bo nikt nie będzie podróżował pół świata aby zobaczyć jego dobytek.
I tak właśnie wynaleziono magię relikwii. Wydarzyło się to niemal z automatu. Np. jakiś nawiedzony misjonarz jechał nawracać niewiernych, wkurwiał ich i wkurwiał, aż w końcu się też wkurzyli i ucięli mu łeb. No a potem tłum wiernych chciał zobaczyć ucięty łeb, zwalali się całymi tłumami aby to zrobić no bo rzekomo duch męczennika zstępował wtedy na nich. No i dlatego te ucięte łby szybko nabierały wagi złota. Miało to miejsce na całym świecie, w Polsce też. Taka jest mniej więcej historia Świętego Wojciecha. W 997 roku ucięli mu łeb Pomorzanie po tym jak ich na siłę nawracał a potem jeden z nich sprzedał ten ucięty łeb polskiemu królowi Bolesławowi Chrobremu. Potem Chrobry wykupił od tych niewiernych bandytów z Pomorza (zapewne przodków Tuska) resztę ciała za cenę wagi złota ciała bo to bardzo dobra inwestycja była.
Początek wojny o relikwie Wojciecha
Wojna rozpoczęła się już w 998 roku czyli w rok po śmierci Wojciecha. Cesarz Otton III, aby popisać się pobożnością, ufundował w Rzymie, na wyspie na Tybrze kościół który miał być miejscem kultu Wojciecha (dzisiaj to bazylika jednego z apostołów). No ale aby takie coś właściwie reklamować trzeba mieć relikwie Św. Wojciecha. Dlatego w 1000 roku Otton III przybył z pielgrzymką do grobu Św. Wojciecha w Gnieźnie chcąc zabrać całość ciała Wojciecha. No ale Bolesław Chrobry miał inne plany. Cham się po prostu uparł i nie dał. W końcu Otton dostał jedynie relikwiarz z ramieniem Wojciecha.
Otto III zrobił na samym ramieniu niezły interes bo go pociął na kawałki. Jeden kawałek trafił do kościoła na Tybrze, drugi do Akwizgranu w Niemczech, a trzeci sprzedany królowi Węgier. Trafił do Ostrzychomia na Węgrzech, do tamtejszej Bazyliki dzisiaj uważanej za największą i najważniejszą katedrę katolicką tego kraju.
Wojna z Pepikami
Wredne Pepiki widząc ile kasy Otton III zarobił na handlu samym ramieniem Wojciecha, po prostu się wkurzyły i postanowiły najechać Polskę w 1038 roku. Powinien być o tym odcinek „Sąsiadów” albo „Rozbójnika Rumcajsa” bo to dobra opowiastka jest. Świnie najechały Gniezno i wszystko co pozostało z Wojciecha ukradli i zabrali do Pragi, do tamtejszej katedry. Do dzisiaj nasze biskupy interweniują i interweniują a świnie Pepiki nie chcą oddać!!! Chwalą się np. czaszką Wojciecha którą ukradli z Gniezna (patrz grafika tytułowa).
W 1127 roku nasz kler odnalazł czaszkę Wojciecha w Gnieźnie, pomimo tego że była w Pradze. No i był problem. Ile dokładnie czaszek miał Św. Wojciech. Czy Pepiki ukradli prawdziwą czaszkę Wojciecha czy też czaszkę lokalnego przybłędy wielbiciela wina marki wino, który potem stał się natchnieniem wszystkich czeskich żołnierzy: „Czeski żołnierz dobra żołnierz”, itd.
Ta druga czaszka w Gnieźnie została umieszczona w złotej puszcze i czczona przez długie lata.
Złodzieje ukradli czaszkę!!!
No ale to Polska panie jest, Polska!!! W 1923 roku ktoś zwędził złotą puszkę ze świętą czaszką i nigdy nie udało się jej odnaleźć. W Polsce to wszystko potrafią podpierdolić. Jak nie szczeble z drabiny do nieba która się śniła Jakubowi to tory, kable trakcyjne a nawet świętą czaszkę Świętego Wojciecha.
I tak właśnie gnieźnieńska katedra Św. Wojciecha pozostała bez relikwii Św. Wojciecha. No ale w 1928 roku polski Prymas wybłagał że ta relikwia Wojciecha złożona w Rzymie wróci do Polski.
A w 1986 roku ją też ktoś zwędził. Dlatego będę się spierał co do tego czy Polacy są tak bardzo religijni. Po prostu wiedzą że trzeba się z klechami dzielić łupem bo inaczej będą chamskie donosy pisać na okrągło i to wszystko. Taka jest tajemnica polskiej wiary, chodzi jedynie o dolary. Moje doświadczenia pokazują że najważniejszą, jeżeli nie jedyną umiejętnością jakie klechy wynoszą z polskich seminariów to sztuka pisania fałszywych donosów i pozwów, mącenia idiotom w głowach aby wojowali z wrogami klech, itp.
W międzyczasie trwa dalej wojna z Pepikami o tą drugą czaszkę Wojciecha którą trzymają w Pradze i nie chcą oddać. Zaoferowałem się Czechom jako doradca i proponuję żelazny argument że absolutnie nie wolno tego oddawać do Polski bo znowu ktoś zwędzi. Albo proboszcz sprzeda i będzie kłamał że ktoś zwędził.
Zdjęcie cudownej świętej czaszki Św. Wojciecha: Autorstwa Pelz – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=7245458
